To, co opowiedziane [...] ustawia to, jak było, jest czy
będzie [...] i tylko to, co opowiedziane, jest jedyną możliwą wiecznością.
Żyjemy w tym, co opowiedziane.
Po dziesięciu latach, jakie upłynęły od wydania Widnokręgu, Wiesław
Myśliwski dzieli się z nami syntezą swoich przemyśleń. Szuka dla nich (by
przywołać znane określenie Miłosza) „formy bardziej pojemnej”, toteż w
efekcie obcujemy z wielkim monologiem, a może jednak rozmową (choć
skonstruowaną w ten sposób, że słyszymy wyłącznie partie dialogowe narratora
utworu). Opowieść, jaką snuje ów skromny stróż domków letniskowych,
temporalnie zawiera się w jednym wieczorze, który – jak dowiemy się później
– otrzyma wyraźne cechy sakralizacji. Należy więc chyba przypuszczać, że
słowa, jakie wypowiada do narratora jego tajemniczy gość, nie są
przeznaczone dla uszu czytelnika. Pojawienie się (pewnego jesiennego
wieczoru) wspomnianego wędrowca staje się pretekstem do opowieści. O czym?
Można by naiwnie odpowiedzieć: o życiu pewnego stróża. O losie człowieka,
który jako dziecko doświadczył niszczącej siły wojny. Następnie
elektryfikował zabiedzone, powojenne wsie. Cegła po cegle budował nową
Polskę. Odkrył w sobie boży talent. Pasję, która stała się sensem jego życia
– muzykę. Za jej sprawą wyrwał się w świat, a jego życie nabrało barw.
Ostatecznie zaś – gdy w skutek reumatycznego schorzenia palców utracił
możliwość grania na saksofonie – wrócił do kraju i osiadł na wsi swoich
rodziców. Powrócił do korzeni, a historia jego życia zatoczyła koło...
Wydawać by się mogło, że Traktat o łuskaniu fasoli jest opowieścią jak każda
inna. Bohater – nie znany nam z imienia – zwykły człowiek, everyman, jakich
wielu obsadza fabularne wątki literatury. I to nie tylko tej niejako
programowo eksponującej ludzkie „proste historie”. Człowiek ten doświadcza
tajemnicy obcowania z... No właśnie kim? Swoim alter ego, zjawiającym się
późnym wieczorem w filcowym, brązowym kapeluszu, takim samym, jaki przed
laty posiadał sam bohater? A może Bogiem? Albo Aniołem Śmierci, przed
obliczem którego dokonuje podsumowania swojego żywota (co notabene stawia w
nowym, jakże interesującym świetle opowieść byłego muzyka)? Jaka treść kryje
się w tej, jakże zwięźle ujętej, konstatacji narratora: On – Pan to On,
która stanowi jakby klamrę dla utworu Myśliwskiego? Owo ostatecznie
„rozpoznanie”, nazwanie |
|
|
Wiesław Myśliwski
Traktat o łuskaniu fasoli
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006
|
|
MACIEJ
DĘBORÓG-BYLCZYŃSKI
|
Opowieść,
czyli mit
swego
rozmówcy (po uprzednich dociekaniach tożsamości przybysza), zamyka przecież
Traktat, a tym samym historię, którą śledzimy na jego kartach. Ale przecież
nie to jest wyjątkowe w powieści autora Widnokręgu. Doświadczenie sacrum,
które jest udziałem człowieka prostego, nie zaskakuje. Siła prozy Wiesława
Myśliwskiego tkwiła zawsze w wyjątkowym doznawaniu przestrzeni zastanej (by
przywołać choćby Widnokrąg, gdzie horyzont myślowy, ładunek prawdy
objawionej o duchowej kondycji człowieka, jakże daleko był umiejscowiony
poza tak zwaną „strukturą świata przedstawionego” utworu).
Traktat o łuskaniu fasoli zwielokrotnia te odczucia. Doświadczenie i
rozumienie życia wykracza tutaj poza indywidualizm doznań jednego prostego
człowieka.
Wiesław Myśliwski „szachuje” nas swoją nową powieścią. Trudno
bowiem nie uczestniczyć w tej, jakże pięknie napisanej, swoistej medytacji o
przeznaczeniu, człowieczym losie. Trudno nie odnaleźć w niej własnych
doświadczeń, nie spróbować poskładać wraz z nią często pogubionych,
rozsypanych niczym szklane paciorki, własnych myśli. Tak by powstał z nich
jakiś spójny, prywatny witraż własnej egzystencji.
Nie co dzień rodzi się taka proza. Od (klasycznych już) pozycji Hermanna
Hessego (przywołanej mimochodem przeze mnie Gry szklanych paciorków), czy
Twierdzy Antoine’a de Saint-Exupéry’ego, od kilku Miłoszowych „iluminacji”
(Traktatu teologicznego, może jeszcze Ziemi Ulro, czy Rodzinnej Europy) nie
dane chyba nam było „zaczytać się” w... nas samych, bo wszak odnaleźć siebie
to najtrudniejsza sprawa, jaką |
|
człowiek ma do załatwienia na świecie.
Wiesław Myśliwski lubi odwoływać się do tradycji ludowych i też nigdy na
nich nie poprzestaje. Przywołując (zapomniane już pewnie i na wsi) łuskanie
fasoli, przenosi je z mikrokosmosu społeczności wiejskiej w pewne
ogólnoludzkie uniwersum. To prawda, że składa się ono z jakże znanych nam i
często eksponowanych motywów. Są nimi (by przywołać choć kilka):
traumatyczne przeżycia dziecka i wojenne groby w pobliskim lesie. „Zły”
powrót ojca z wojny i dziedziczenie wyrzutów sumienia. Fenomen kina, a
później muzyki. Gdzieś w te „bajanie” przy łuskaniu fasoli wpleciona jest
także problematyka Holocaustu i smutne realia pierwszych lat socrealizmu. W
końcu zaś – cały wachlarz relacji międzyludzkich: przyjaźni, miłości z
wszystkimi jej odcieniami i zrodzonej właśnie z tej bliskości – nienawiści.
Jest i mikrokosmos osiedla letniskowego, doglądanego przez niebywale
gorliwego stróża... Można by rzec, że Myśliwski nie zapomniał o niczym. Daje
nam to wszystko obraz jakże skomplikowanego ludzkiego losu. Niełatwej,
dwoistej prawdy o człowieku, której doświadczanie jakże często nas na niego
zamyka... Czasem bowiem człowiek może liczyć jedynie na przedmioty, że go
zrozumieją. Czasem przedmiotom powierza to, czego nie powierzyłby nikomu
innemu. Czasem tylko przedmioty potrafią z nami tak naprawdę współistnieć.
Myśliwski zdaje się nam mówić, że każdy człowiek nosi w sobie taki prywatny
„traktat”. Nikt bowiem nie żyje sam, rozmawia z tymi, co przeminęli – jak to
trafnie ujął przed laty Czesław Miłosz. Autor Widnokręgu od nostalgicznego
powrotu do „zapamiętanego” nie próbuje się uwolnić. Wie, że przeszłość to
[...] nasza wyobraźnia, a [ona] potrzebuje tęsknoty.
Właściwie czytając Traktat można odnieść wrażenie, że pisarz celowo opowiada
o tym właśnie, co opowiedziane. Siła tego dzieła nie tkwi bowiem w jakimś
nowym, może aktualnie eksponowanym problemie. Przeciwnie – wszystko zostało
(i to na tysiące sposobów) już opowiedziane. Jedyne, co można zrobić (i do
czego nas tak interesująco zachęca Myśliwski) to zatrzymać się na chwilę.
Przerwać ten ślepy bieg donikąd i zagłębić się w sobie. W świecie, w którym
już tylko sny są nasze zdaje się być to jedynym sposobem, aby odkryć
tajemnicę losu, jaką nosimy w sobie. |