Jeszcze całkiem niedawno „wypadało” być „człowiekiem kulturalnym”. Nie można było nie przeczytać pewnych książek, nie „bywać” w teatrze, nie znać – choćby tylko z reprodukcji w albumach – określonego zestawu dzieł sztuki światowej i polskiej, nie obejrzeć kilkudziesięciu filmów nie tyle „kultowych”, co składających się na jakiś tam kanon artystyczny i estetyczny, obowiązkowe było też – nawet przy braku słuchu – emocjonowanie się Konkursem Chopinowskim i bezbłędne rozpoznawanie po pierwszych taktach przynajmniej IX Symfonii Beethovena. Snobizm? Niewątpliwie, ale wtedy właśnie tzw. obcowanie ze sztuką określało pozycję towarzyską człowieka, a nie to jaką „bryką” jeździ, w jakie ciuchy się ubiera i z którym politykiem popija wódeczkę, aby mieć z tego pieniądz albo stanowisko (przynajmniej członka jakiejś rady nadzorczej).
Czasy się zmieniły. Pod Muzeum Historii Katowic nie ustawiają się kolejki takie, jak niegdyś pod galerią BWA, kiedy trafiła do naszego miasta wystawa Romantyzm i romantyczność. A przecież ekspozycja Nastroje natury, prezentująca pejzaże z II połowy XIX wieku polskich artystów ze szkoły monachijskiej to nie tylko oficjalnie uznane „wydarzenie muzealne”, ale także bardzo ważny rozdział naszej narodowej historii sztuki. Wystarczy wymienić kilka nazwisk autorów pokazanych w MHK prac, żeby uzasadnić taką konstatację. Chełmoński, bracia Gierymscy, Wyczółkowski, Witkiewicz, Wierusz-Kowalski. Trzeba więcej?
W MHK zaprezentowano osiemdziesiąt prac. Są wśród nich zarówno obrazy znane i łatwo rozpoznawane, należące do kanonu polskiego malarstwa, np. Wyjazd na polowanie (wł. Muzeum Narodowe w Poznaniu) i Obóz Cyganów II Maksymiliana Gierymskiego (wł. Muzeum Narodowe w Krakowie), Powitanie słońca – żurawie Józefa Chełmońskiego (wł. Muzeum Sztuki w Łodzi), Napad wilków Alfreda Wierusza-Kowalskiego (wł. Muzeum Narodowe we Wrocławiu) czy Noc ukraińska Stanisława Witkiewicza (wł. MNK), jak i prace małych mistrzów polskiego pejzażu, często niesłusznie zapomnianych, m.in.: Romana Kochanowskiego, Zygmunta Sidorowicza, Ludomira Benedyktowicza, Władysława Maleckiego, Antoniego Kozakiewicza, Aleksandra Świeszewskiego i Franciszka Streitta.
Sprowadzone z różnych muzeów i wypożyczone z kolekcji prywatnych obrazy olejne, akwarele, szkice olejne i rysunki ołówkiem ukazują nie tylko bogactwo rozwiązań pejzażowych w twórczości polskich monachijczyków, ale także są odzwierciedleniem bardzo zróżnicowanych temperamentów artystycznych oraz poglądów estetycznych. Podobieństwa i różnice, widoczne w podejściu do




JAROSŁAW STARZYK
  

 Pejzaże
obowiązkowe

 pejzażu, wyborze motywów, wreszcierozwiązaniach formalnych i kolorystycznych, wynikają przede wszystkim z wrażliwości artystycznej, która skłaniała do podejmowania konkretnego problemu malarskiego: ukazania pory roku i dnia, zjawisk atmosferycznych, światła i barwy. Tym, co łączy dzieła pejzażowe i pejzażowo-rodzajowe polskich monachijczyków jest połączenie realistycznego sposobu rejestracji rzeczywistości z dążeniem do oddania nastrojów tkwiących w naturze
Szkoła monachijska, w której z wielką ochotą uzupełniali swoje studia polscy artyści, nie miała „dobrej prasy”. Znany historyk sztuki, Tadeusz Dobrowolski napisał wręcz, że nauczali tam właściwie „podrzędni malarze”. Inni krytykowali „monachijskie sosy” – obowiązującą w szkole dosyć ponurą, jakby przygaszoną kolorystykę. Coś w tym jest. Bo kiedy ogląda się każdy z tych obrazków z osobna – można się dać oczarować. Nie ma wątpliwości – to naprawdę dzieło sztuki. W masie natomiast te pejzaże mogą stać się przyczyną głębokiej depresji. Jak to? Nasza Polska jest taka ponura? Przygnębiająca? Bezkresne, monotonne równiny z przysłowiomi wierzbami, brzozami pod zachmurzonym niebem – istna ściana wschodnia, kraina bez perspektyw.

Dominującego nastroju pełnego melancholii nie są w stanie przezwyciężyć nawet tak bardzo charakterystyczne dla polskiego malarstwa wspaniale uchwycone w ruchu konie, nie mówiąc już o ludziach – bohaterach rozmaitych scen rodzajowych, czy batalistycznych. Trochę na tym tle pokrzepiają góry z prac Stanisława Witkiewicza, ale tak naprawdę ucieszył mnie utrzymany w różowej tonacji typowo miejski pejzaż Aleksandra Gierymskiego, bez żadnej tam natury i jej nastrojów. Sęk jednak w tym, że patrząc na tę wiejską „a to Polskę właśnie”, wpadamy w pewną pułapkę. Bowiem wcale znacząca część tych krajobrazów nie ma nic wspólnego z naszym krajem. Dlatego, że wielu artystów uwieczniło w swoich pracach podmiejskie widoczki niemieckie – ścianę zatem jak najbardziej zachodnią.
Pozostaje pytanie, co sprawiło, że polscy twórcy wybrali nie radosny, paryski impresjonizm, tylko monachijski Stimmung? Osobowość Józefa Brandta, który rodakom stworzył w tym mieście kolonię artystyczną, aby przez lata jej „szefować”? Presja naszych krytyków, którzy za „jedyny, słuszny” kierunek w sztuce uznawali realizm? Niewątpliwy autorytet dla opinii publicznej w tym czasie, Bolesław Prus pisał przecież wyraźnie: Jeżeli sztuka ma spełniać swą misję cywilizacyjną to za pierwszy warunek musi postawić prawdziwe odtwarzanie rzeczywistości. Czy wreszcie potrzeba „bycia razem” (choć później ich drogi, w wielu przypadkach, się rozeszły), stworzenia środowiska, w którym tworzy się i rozmawia o sztuce? Być może po trochu każda z tych przyczyn przyczyniła się do założenia polskiej kolonii w Monachium. I do powstania zgromadzonych na wystawie w MHK obrazów.
Tu powrócę do stwierdzeń zawartych we wstępie. Dla każdego, kto nawet w dzisiejszych czasach, kiedy to już nie jest najbardziej „trendy“, chce uchodzić za „człowieka kulturalnego” odwiedzenie ekspozycji przy ul. Szafranka 9 jest obowiązkowe. Bo te prace – jak już wspomniałem – to ważny rozdział w historii sztuki polskiej. A też naprawdę świetna okazja, żeby obejrzeć je wszystkie w jednym miejscu. Bo „na co dzień” znajdują się w zbiorach: Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Narodowego we Wrocławiu, Muzeum Narodowego w Poznaniu, Fundacji Raczyńskich przy MNP, Muzeum Śląskiego w Katowicach, Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Narodowego w Kielcach, Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku oraz z kolekcjach prywatnych. Wyliczenie tych placówek to jeszcze jedna rekomendacja wystawy, ale także najbardziej lapidarne określenie rangi i znaczenia tej sztuki dla kultury narodowej.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA