EKOLOGIA_pasek.jpg (10945 bytes)

– Co się dzieje z naszym środowiskiem naturalnym? Im bardziej poznajemy wszechświat, przyrodę tym bardziej jej zagrażamy...
– Mój osąd jest prosty. Człowiek jest elementem wielkiego wszechświata. Zaledwie cząstką przyrody, ukształtowanej wraz z gatunkami roślin i zwierząt przez miliony lat. Mimo to wyobcowuje się z natury, wywyższa się i często bezmyślnie niszczy ją sądząc, że te działania przyniosą mu wielkie korzyści materialne.
Nie tylko w krajach po byłym Związku Radzieckim nie brakuje przykładów wysychania wielkich akwenów, po których pozostały już tylko statki na piaskach. Tak dzieje się obecnie także w dorzeczu wysychającej Amazonki i wielu innych miejscach na świecie. Wielkie połacie życiodajnych obszarów Ziemi zostały bezpowrotnie zdewastowane.
Myślę, że to skutek braku pokory wobec przyrody i braku zwykłej ludzkiej przezorności. Przyroda jej wymaga. Nie wiemy, co może się stać za dziesięć, dwadzieścia czy więcej lat. Efekty ujarzmiania natury, nieposzanowania jej praw są wynikiem przestawienia systemu wartości. Wyboru nowej, fatalnej filozofii współczesnego życia. Zdominowanej nieokiełznanym konsumpcjonizmem, globalizacją, gonitwą za wielkimi pieniędzmi. A także odwróceniem się od drugiego człowieka, od normalnego życia, w którym jest czas na refleksję nad otaczającym nas ciągle, mimo wszystko, pięknym światem.
Przyroda jest systemem zdążającym do równowagi. Jeśli zostanie ona niebezpiecznie zachwiana, człowiek jako gatunek zacznie wymierać.
– Wymieranie trwa. Po raz pierwszy w historii Ziemi z winy człowieka znika każdego roku kilkadziesiąt tysięcy gatunków roślin i zwierząt. I dalej, beztrosko niszczymy środowisko. Zachłyśnięci postępem technologicznym modyfikujemy genetycznie gatunki. Czy to bezpieczne?
– Jest przerażające, że chcemy modyfikować wszystko, co żywe i co może przynieść jakąś doraźną korzyść. Pojawiają się coraz to nowe koncepcje klonowania różnych gatunków i pomysły udoskonalania ich według potrzeb określonych grup interesów.
W pewnych warunkach eksperymenty genetyczne (np. z myszami) są niezbędne dla celów badawczych. Przeprowadzamy je, by poznać procesy rozwoju nowotworów (onkogenezy), zrozumieć na czym one polegają. Ale modyfikowanie genetyczne krów po to, by razem z mlekiem „produkowały” białko jedwabiu pająka (białko, z którego powstaje nić pajęczyny) jest moralnie nieakceptowalną ingerencją w naturę zwierzęcia. Także cele nasuwają wątpliwości moralnie i budzą opór.
– Po co przeprowadza się te modyfikacje?
– Do genomu (chromosomów) krów i kóz wprowadza się gen pająka kodujący jedwab pajęczyny. Nić pajęczyny jest wielokrotnie trwalsza niż nić jedwabiu pozyskana od jedwabnika. Pajęczy gen jest włączony w aparat genetyczny krowy w taki sposób, że białko pajęczyny wydziela się z mlekiem. Mleko staje się surowcem do wyprodukowania specjalnej „nici”. Liny z takiej mlecznej pajęczyny, grubości węża ogrodowego mają potężną wytrzymałość. Mogą unieść dwa ogromne, załadowane po brzegi samoloty, boeningi najnowszej generacji. Trudno nie przerażać się wizją wielkiej fermy genetycznie modyfikowanych krów, wybudowanej obok przędzalni jedwabiu tylko po to, by mogła dostarczać dla celów wojskowych na przykład materiał do szycia superwytrzymałych mundurów dla żołnierzy czy lekkich kuloodpornych kamizelek. Natura stworzyła krowę by ta dawała mleko, podstawowy produkt białkowy dla ludzi. Czy aby nie przekraczamy granic w naszych relacjach z przyrodą?
– A jeśli modyfikacje genetyczne służą produkcji żywności, której ludzkość potrzebuje coraz więcej...?
– Żywności produkujemy dostatecznie dużo metodami konwencjonalnymi. Stale uzyskuje się także nowe, wydajniejsze odmiany zbóż metodami naturalnych krzyżówek genetycznych i selekcji. Moje zastrzeżenia budzą niektóre genetyczne modyfikacje zbóż techniką tzw. inżynierii genetycznej (zboża transgeniczne) i obsiewanie nimi coraz większych obszarów ziemi. Mamy już modyfikowane genetycznie: pszenicę, kukurydzę, rzepak, soję, bawełnę i setki innych gatunków roślin, w tym również drzewa. Hodujemy rośliny ulepszone, odporne na środki chwastobójcze i szkodniki, lepiej plonujące. To nie budzi wielkich kontrowersji jeśli chodzi o zagrożenie dla człowieka poprzez spożywanie żywnościowych produktów ze zbóż modyfikowanych. Choć nie mamy absolutnej pewności co stanie się w przyszłości w pewnych szczególnych przypadkach, o których tu nie możemy mówić ze względu na niezwykłą złożoność modyfikacji genetycznych. Ale już obecnie wiemy o niektórych zagrożeniach dla człowieka, a przede wszystkim dla środowiska przyrodniczego.
– Proszę o przykłady...
– Do systemu genetycznego niektórych gatunków roślin wprowadza się na przykład gen ryb z zimnych akwenów kodujący
 

Ważne pytania

 


Rozmowa
z prof. Mieczysławem Chorążym,
pasjonatem przyrody,
biologiem molekularnym,
od kilkudziesięciu lat
związanym
z Instytutem Onkologii w Gliwicach
 

Więcej pokory...

 specjalne białko, które pozwala rybom mnożyć i rozwijać się w niskiej temperaturze. Rośliny tak zmodyfikowane mogą kiełkować w niskich temperaturach. Zatem uprawy można przesunąć do zimniejszych stref klimatycznych. Jednak stwierdzono, że to białko jest dla niektórych ludzi alergenem.
Do roślin wprowadza się gen toksyny bakteryjnej, który pełni rolę środka ochrony roślin. Takie zboża niszczą larwy nie tylko szkodników, ale i pożytecznych owadów. A z drugiej strony szkodniki uodporniają się na takie toksyny. Zmodyfikowane genetycznie rośliny mogą przenosić „nowe” geny na odmiany naturalne. Tak stało się z transgeniczną kukurydzą, która w Meksyku doprowadziła do „skażenia” naturalnych, selekcjonowanych przez wieki miejscowych odmian. Notowane były takie przypadki jak: przenoszenie „nowych” genów drogą zapylenia (przepylenia) na inne odmiany roślin naturalnych oraz przeniesienie odporności na herbicydy ze zmodyfikowanych zbóż na... chwasty.
W dłuższej perspektywie nasza nisza ekologiczna na tym ucierpi. Takie wielkie monokultury niszczą naturalną bioróżnorodność. Niszczą też tradycyjne rolnictwo, źródło naturalnej żywności dla człowieka. Poszerzanie upraw roślin transgenicznych zagraża stosunkom społecznym.
– W jaki sposób?
– Jeśli wielkie firmy produkują ziarna transgeniczne i jednocześnie preparaty chwastobójcze czy owadobójcze, na dodatek kontrolują farmerów którzy na produkcję takiego ziarna podpisali z nimi wieloletnie kontrakty – to rodzi się nowe, niepokojące zjawisko społeczne – współczesny rolniczy feudalizm. Tym bardziej, że nowe strategie modyfikacji roślin zbożowych pod pozorem ochrony własności intelektualnej wprowadzają też produkcję ziarna, które ma pewne nowe cechy, ale nie ma zdolności kiełkowania. Farmer takie zmodyfikowane ziarno może zasiać tylko raz. W następnym roku musi czekać na nowy materiał siewny, bo własnego nie ma. Wpada w sieć uzależnienia. W ten sposób zmuszany jest do wykonania każdego, nawet najbardziej szatańskiego pomysłu firmy, z którą podpisał umowę. To stwarza nową sytuację społeczną. I polityczną, gdy ogromna produkcja żywności jest w rękach wąskich grup interesów.
– Jest Pan Profesor przeciwnikiem GMO – genetycznie modyfikowanych organizmów?
– Modyfikacje genetyczne takiego żywego materiału jak drożdże, grzyby, a nawet rośliny są dopuszczalne. Powinny one służyć celom przemysłowym, medycznym czy gospodarczym.
Akceptuję eksperyment genetyczny na krowach w przypadku, jeśli ich mleko zostałoby uzupełnione np. o czynniki krzepnięcia krwi, niezbędne dla hemofilików. Istnieją też możliwości produkowania w roślinach szczepionek dla ludzi i innych użytecznych preparatów leczniczych. Procesy te muszą się jednak odbywać w zamkniętych systemach kontrolnych, by uniknąć niepożądanych skutków tych modyfikacji w środowisku naturalnym.
Wiele modyfikacji roślin jest bardzo potrzebnych, np. wzbogacanie w swoiste białka, witaminy, „użyteczne” kwasy tłuszczowe itd. Interesujące są koncepcje hodowania roślin tolerujących słoną wodę i słoną glebę. Takimi roślinami można by obsiewać nawadniane wodą z mórz tereny pustynne, których przybywa na całym świecie. Albo genetycznie modyfikowane rośliny posiadające zdolność wiązania metali ciężkich, którymi w nadmiarze jest zanieczyszczony Górny Śląsk. Równie ciekawy jest pomysł wyhodowania roślin o zdolności rozkładania mutagennych policyklicznych węglowodorów aromatycznych. One również w dużych stężeniach zanieczyszczają niektóre tereny nie tylko w województwie śląskim.
– W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku interesowaliśmy się badaniami wpływu zanieczyszczeń środowiska na materiał genetyczny (DNA) człowieka, prowadzonymi w gliwickim Instytucie Onkologii. Odnotowałam wówczas Pana opinię na ten temat... – „... nie można mówić o zależności wprost pomiędzy zanieczyszczeniem środowiska a zachorowalnością na nowotwory. Dowody naukowe, epidemiologiczne i doświadczenia nie pozwalają jednak tej zależności wykluczyć. Żyjemy w świecie chemii. Obok czynników

fizycznych, biologicznych – także niektóre związki chemiczne po wniknięciu do organizmu tworzą trwałe wiązania chemiczne z materiałem genetycznym, czyli z DNA komórki...”
– Jest to stwierdzenie aktualne?
– W żadnym przypadku nie jest to nadużycie. Biologia molekularna, jak inne dziedziny szybko się rozwija. Rodzą się nowe hipotezy, interesujące koncepcje. Nie ulega jednak kwestii, że niepożądane zmiany genetyczne człowieka mogą być spowodowane wpływem szeroko pojmowanego środowiska. Bardzo ubolewam, że w Instytucie Onkologii w Gliwicach przestał pracować zespół badaczy, ceniony w świecie za opracowania dotyczące wpływu zanieczyszczeń środowiska na chromosomy i DNA człowieka. (Szczęśliwie, być może, ostatnio pojawiła się szansa na jego częściową reaktywację.)
Zanieczyszczenie środowiska człowieka jest nadal ogromne. Dotyczy to w szczególności wód. Jakość wody do picia budzi zastrzeżenia. Przypadek Tarnowskich Gór nie jest odosobniony. W tym mieście trzeba było zamknąć studnie głębinowe, zanieczyszczane najgroźniejszymi toksynami, przenikającymi do wód podziemnych z odpadów składowanych przez dziesięciolecia w tamtejszych zakładach chemicznych.
Podstawowe, badane na co dzień parametry jakości wody nie oddają pełnego jej obrazu. Czasem zawiera ona znacznie więcej składników niepożądanych niż te rutynowo badane. Tylko doświadczony chemik jest w stanie zanalizować obecne w niej wszystkie toksyczne związki.
Dużym problemem stała się głęboka obróbka żywności, oferowanej przez supermarkety. Powszechnie się uważa, że tych kilka tysięcy związków chemicznych, poprawiających smak, wygląd, trwałość, zapach i inne cechy produktów spożywczych, sprzedawanych w supermarketach jest tolerowana przez organizm człowieka. Faktycznie chemizacja żywności nie pozostaje bez wpływu na nasze zdrowie.
– Mimo to chcemy przekraczać granice człowieczeństwa. „Poprawiamy” przyrodę, „ulepszamy” żywność, klonujemy zwierzęta i... zabraliśmy się za genetyczne udoskonalanie człowieka...
– Genom roślin, zwierząt ani tym bardziej człowieka nie jest dobrze poznany. Każdy postęp, każde nowe odkrycie nie zamyka żadnego problemu w tej dziedzinie. Wręcz przeciwnie. Otwiera nowe. Pojawiają się dziesiątki nowych pytań, na które, być może, nigdy nie zdołamy poznać odpowiedzi. Jeśli komuś się wydaje, że drogą klonowania uda się stworzyć nowego człowieka o wyjątkowych walorach intelektualnych, fizycznych, estetycznych i innych zaprogramowanych na zlecenie, jest w błędzie. To nonsens. To bardzo niebezpieczny kierunek.
– Fizycy badający wszechświat są pokorniejsi. Wielu z nich uznaje, że tam gdzie nie sięga ludzki umysł, zaczyna się Bóg...
– Wielki wszechświat, który badają fizycy i astronomowie jest niepojęty. Ale również ten przyrodniczy mikroświat, którym zajmują się biolodzy tak samo nie daje się do końca pojąć. Mimo że wiedza o nim stale się rozszerza, natura bezustannie nas zaskakuje. Fizycy mają nie tylko większą dozę pokory wobec wszechświata i przyrody niż biolodzy, ale chyba także większą dozę odpowiedzialności.
– O zagrożeniach myślimy globalnie, ale żyjemy lokalnie. Jaki ważny problem ekologiczny absorbuje dziś Pana Profesora najmocniej?
– W Gliwicach najbardziej mnie martwi i boli wytyczony w projekcie, w ścisłym centrum miasta gliwicki odcinek Drogowej Trasy Średnicowej (DTŚ). To jedyna propozycja jaką oferują władze miasta. Lokalizacja ta nawiązuje do planów rozwiązań komunikacyjnych z końca lat pięćdziesiątych. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, obowiązującej logice urbanistycznej, wymaganiom ekologii, przy sprzeciwie i pogwałceniu prawa mieszkańców, obawiających się słusznie dodatkowej porcji spalin i hałasu. Znaczna część planowanej DTŚ w Gliwicach ma zająć miejsce, gdzie jeszcze sto lat temu przebiegał Kanał Kłodnicki, a gdzie miała powstać zadrzewiona i zazieleniona sekcja miasta. Teraz ma tam przebiegać pas betonu. Taką lokalizację uważam za niewybaczalny błąd i niekompetencję tych wszystkich osób i instytucji, które wydają pozytywne opinie o tej kosztownej inwestycji.
W cywilizowanym świecie i dyskusjach nad zrównoważonym rozwojem miast kładzie się nacisk na rozwój komunikacji zbiorczej, z pierwszeństwem dla transportu szynowego a tranzytowy ruch samochodowy przenosi się na obwodnice. U nas preferencje układają się odwrotnie. Unowocześnianie transportu osobowego i towarowego sprowadza się w zasadzie do budowy autostrad i dróg. Tej uprzywilejowanej myśli podporządkowuje się gospodarkę przestrzenną, spychając na drugi plan walory urbanistyczne miast i miasteczek, ich kulturę materialną i zasoby przyrodnicze a wreszcie także dążenia do lepszej jakości życia. Często dzieje się to wbrew lokalnej społeczności. Tak jak w Gliwicach.

Jolanta Karmańska

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA