Twórczość Annie Proulx cechuje głęboki humanizm, który przejawia się w niezwykłej czułości, z jaką pisarka podejmuje złożone zagadnienia ludzkich słabości. Przekonaliśmy się o tym czytając jej nagradzane i zekranizowane "Kroniki portowe". To wówczas autorka "zdradziła się" umiejętnością niezwykle sugestywnego odmalowania nowofundladzkiej osady. W otoczeniu tak zwanych "zwyczajnych spraw" i ich nudnawego i monotonnego (jak by się mogło wydawać) biegu, buduje Proulx zaskakująco aktualną historię złamanego doświadczeniami życiowymi mężczyzny. Koleje losu Quoyle'a (głównego bohatera powieści) pokazują nam dwa bieguny miłości (bo to ona jest tematem tej książki): ten destrukcyjny - który niczym bolesne, wypalone na skórze, znamię - nigdy nie pozwala o sobie zapomnieć; ale także ten, który znosi to cierpienie.

Dziś (po dziesięciu latach, jakie minęły od pierwszego polskiego wydania "Kronik portowych") dostajemy do rąk historię, w której miłość nie zwycięży ludzkich słabości. Nie obroni się przed homofobią. Czy dzieje się tak dlatego, że w "Kronikach" bój o uczucie był przede wszystkim walką o samego siebie, a dopiero później, nieco na dalszym planie - o zerwanie z destrukcyjną, zbiorową przeszłością rodziny Quoyle'a, zaś w "Tajemnicy Brokeback Mountain" pisarka odwraca te relacje?
Jack Twist i Ennis del Mar to ubogie, niechciane dzieci wielkiego amerykańskiego mitu Dzikiego Zachodu. Obaj wychowali się na podupadających ranczach Wyomingu. Ennis bardzo szybko stracił rodziców, co dodatkowo skomplikowało, już i tak dramatyczną, sytuację finansową rodziny. Nawet jego stary, poczciwy pick-up pewnego dnia odmówił posłuszeństwa, co wymiernie przełożyło się na niemożność ukończenia szkoły średniej: "zepsuł się za wcześnie i skazał go na pracę na ranczu". Bieda bezlitośnie deformuje ich wspaniały sen o "kowbojskim stanie". Nie mogąc być ranczerami, najmują się za marne grosze do wypasu owiec. Ale nie to jest najgorsze. Owa wiejska "prosta historia" pewnego lata pęka, gdy na szczycie Brokeback Mountain zmniejsza się "przyzwoity" dystans pomiędzy ciałami tych dwóch młodych mężczyzn. Daje to bowiem początek miłości o tyle zakazanej, że przecież w kowbojskim kostiumie. Odtąd bohaterowie Annie Proulx będą robili wszystko, aby zapomnieć o mistycznym szczycie. Wiedzą bowiem, że unieważnienie jego znaczenia jest jedynym sposobem na to, aby nie wyrosły wokół nich góry

sl6s73.jpg (32394 bytes)
Annie Proulx: Tajemnica Brokeback Mountain, tłum. Konrad Majchrzak, Rebis 2006
 


MACIEJ
DĘBORÓG-BYLCZYŃSKI
 

Co stało się
z westernem na górze Brokeback?

ludzkiej nienawiści, homofobii. Założą przykładne rodziny, wydadzą na świat potomstwo. Jack Twist łamie kilka żeber, udowadniając sobie, że nie jest mniej męski, i w niczym gorszy, od swego ojca - dawniejszej gwiazdy rodeo... Ale te ucieczki w akceptowane w Wyoming role społeczne skazane są na porażkę. Są sprzeczne z naturą tych młodych chłopców. Dochodzi więc do kolejnych spotkań, wspólnych "wyjazdów na ryby". Zaczyna się coś, co Ennis del Mar nazwałby życiem z widmem łyżki do opon nad głową. Tak bowiem - zmasakrowany przez sąsiadów samochodową łyżką - zginął niegdyś znany mu z dzieciństwa gej. Dzieje się tak, bowiem odmalowany przez Annie Proulx Wyoming lat sześćdziesiątych to kraina piękna, ale i zarazem dzika. A nade wszystko - nieprzychylna zmianom. Rządzą nią, zagnieżdżone tu od lat, stereotypy myślenia i twarde reguły, które jasno definiują miejsce wszystkich członków farmerskich społeczności.
Sartre kiedyś napisał, że "Żydem jest ten, kogo uważają za Żyda". Słowa te parafrazuje Roy Cohn - gej i Żyd, ale także bogaty i wpływowy prawnik - jeden z głównych bohaterów amerykańskiego dramatu Tony'ego Kushnera pt.: "Anioły w Ameryce" (polskie tłumaczenie w "Dialogu" w 1994 roku, ekranizacja w 2005 r.). Roy Cohn mówi, że gejami są jakieś "poprzebierane cioty", bo takich ludzi nazywa się w

społeczeństwie gejami. Kto zaś odważyłby się nazwać człowieka, który trzęsie połową Nowego Jorku - gejem? Nikogo to nie obchodzi, jak  t a k i  człowiek spędza czas we własnym domu. Jednakże to, co jedni traktują jako doskonały kostium kamuflujący ich naturę, dla innych staje się przekleństwem. Kowbojski mit, którym żyli młodzi bohaterowie opowiadania Proulx staje się dla nich wnykiem służącym do odławiania chorej, gorszej jakościowo zwierzyny. Dlatego Ennis "wyznacza" Jackowi wspólne wyjazdy.
Kontroluje się, choć nie za sprawą zakorzenionego w nim jakiegoś imperatywu moralności, przyzwoitości, lecz zwyczajnie - będąc świadomym tego, że mogą zostać "za to" zabici. Nie ma bowiem w tym opowiadaniu dylematu moralnego. Racja (jak też nasza sympatia) od samego początku stoi po stronie dwóch gejów. Problemem tej miłości jest nie to, że jest ona niemoralna ex definitione, lecz to, że tak ją postrzegają mieszkańcy Wyomingu. Ennis i Jack nie unieśli tego ciężaru. Nie byli przygotowani na takie "wyróżnienie" ze swojego środowiska. To zaskoczyło ich samych, i... zwyczajnie przerosło. Ich porażka jest tym boleśniejsza, że przecież nawet nie spróbowali powalczyć o tę miłość. Nie zamieszkali razem, jak pragnął tego Jack Twist.

"Jak nie można czegoś zmienić, to trzeba z tym żyć". To kilkakrotnie powracająca na stronach maksyma życiowa Ennisa del Mar. Człowieka zgaszonego, załamanego życiem. Tacy ludzie nie krzyczą. Przeciwnie - zasklepiają się w swoim cierpieniu. Podobnie i Annie Proulx, której styl pisarski cechuje zwięzłość, oszczędność. Annie Proulx także jeśli krzyczy, to jakoś subtelnie, zaledwie kilkoma frazami, jakąś myślą, puentą. Jej styl jest tak surowy, jak surowe są reakcje na inność w Wyoming. A czy tylko tam? Agresją tłumimy strach. Boimy się zaś tego, czego nie znamy. Jakież to nam wszystkim bliskie i znane. Ale jeżeli na domiar złego uderza to w nasz świat wartości, mitów i stereotypów (którymi tak chętnie okraszamy sobie nasze życie) to z ulgą usprawiedliwimy tym naszą agresję...

Po "Kronikach portowych" Annie Proulx poprzeczkę podniosła jeszcze wyżej. Postawiła swoich bohaterów wobec wyboru miłości zakazanej, własnego szczęścia, spełnienia w związku, lub dania satysfakcji społeczności lokalnej. Ślepej satysfakcji, która niczym pies ogrodnika - sam nie chce, ale innym nie da. Już się boję, jakich rozmiarów będzie mur, przed którym każe stanąć swoim kolejnym postaciom literackim Annie Proulx - pisarka cnót kardynalnych.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA