Na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie, w 1992 roku, w drużynowym turnieju szpadzistów zwyciężyła drużyna Republiki Federalnej Niemiec. Trzej szermierze najlepszej drużyny igrzysk zdobywali wcześniej medale dla innych krajów. Ciemnoskóry Władymir Rezniczenko był niegdyś reprezentantem ZSRR, Wolfgang Proske walczył dla reprezentacji NRD, a Robert Felisiak sięgał po liczne  sportowe laury w barwach Polski.

Nie było żadnego skandalu. Świat sportowy przyzwyczaił się do zmian obywatelstwa. Nikogo dzisiaj nie dziwią bułgarscy sztangiści pod flagą Kataru, Etiopka biegająca dla Turcji, Kubanka skacząca na chwałę Sudanu. Pewniakami do miejsca w ataku drużyny Niemiec na najbliższe Mistrzostwa Świata są Lukas Podolski, urodzony w Gliwicach, oraz Miroslav Klose, wywodzący się z Opola. Ojciec tego ostatniego był znanym ligowcem Odry Opole, a matka grała w reprezentacji Polski w piłce ręcznej.
Nikogo już nie dziwi akces piłkarza urodzonego w jednym kraju do drużyny narodowej innego kraju. Wspólnota europejska jest także wspólnotą sportu. Rzeczywistej jedności Wielkiej Brytanii nie rozbija prowadzona na serio rywalizacja między piłkarzami Anglii, Szkocji, Walii czy Irlandii Północnej. Na deklarowaną jedność większej już połaci kontynentu nie mają wpływu wędrówki futbolistów - do lepszego klubu bądź ciekawszej drużyny narodowej. Nikt nie traktuje wyborów sportowych w kategoriach zdrady narodowej i moralnej winy.
Ernest (Ernst) Wilimowski (1916-1997) był gwiazdą dwóch reprezentacji, międzywojennej drużyny Polski i w latach II wojny światowej zespołu Niemiec. Gra w reprezentacji Niemiec sprawiła, że przez dziesięciolecia skazano piłkarza w Polsce na potępienie lub zapomnienie. Ciągłość kariery Wilimowskiego w latach wojny była złym dowodem na ciągłość całego życia sportowego na Górnym Śląsku po 1939 roku. W sporządzanych na doraźny użytek kronikach nie grano w piłkę nożną, lecz w politykę.
Przyszedł na świat 23 czerwca 1916 roku w Katowicach, jako Ernst Willimowski. Ojciec Ernst-Roman został uznany za zaginionego na froncie zachodnim I wojny światowej. W chwili narodzin syna miał niespełna dwadzieścia lat. Ernsta wychowała matka Paulina. Po 1922 roku z nazwiska przyszłego piłkarza ubyło jedno "l". Ważniejsze jednak, że - jeżeli wierzyć przekazom - już wtedy zaczął kopać piłkę. Jak w tamtych czasach bywało - szmaciankę i, jak wielu innych chłopców, w drużynie podwórkowej czy może złożonej z dzieci jednej ulicy. Zespół ulicy Francuskiej (niedawnej Emmastrasse) w Katowicach musiał być utalentowany, skoro wyszło z jego grona dwóch przyszłych ligowców - Wilimowski i Otto Riesner. W latach trzydziestych zagrają wspólnie w reprezentacji Polski, między innymi w meczu z Niemcami.
Młodziutki Wilimowski szybko zasilił młodzieżową drużynę 1. FC Katowice. Drużyna (przed podziałem Śląska znana jako FC Preussen) uchodziła za niemiecką, ale nie przeszkodziło to, aby starszy klubowy kolega Wilimowskiego, bramkarz Emil Görlitz został w 1924 na igrzyskach w Paryżu - jako zawodnik rezerwowy - pierwszym olimpijczykiem ze Śląska w barwach Polski. Piękną kartę w lidze i reprezentacji zapisał także inny wychowanek klubu Karol Kossak. Wilimowski, obecny już w urzędowych zapisach jako Ernest,wyróżniał się nie tylko jako piłkarz, ale i hokeista oraz piłkarz ręczny. Na lodowisku grywał w ataku, ale w drużynie piłkarzy ręcznych powierzano mu rolę bramkarza. Był

 
RYSZARD JASNORZEWSKI
  

"Cwaniak"
z Katowic

także zapalonym narciarzem. Jeżeli wierzyć rodzinnym przekazom, podczas jednej z wypraw w Beskidy spotkał przyszłego papieża Karola Wojtyłę.
Najważniejsza była jednak piłka. Jako szesnastolatek Ernest zagrał w drużynie Katowic w meczu przeciwko Królewskiej Hucie. Zagrał na tyle dobrze, że już wkrótce zasilił szeregi Ruchu Wielkie Hajduki, najsilniejszego podówczas klubu Górnego Śląska i pierwszego z okręgu mistrza Polski. Działacze Ruchu zapłacili 1. FC Katowice za chudego rudzielca, przyszłą gwiazdę ligowych boisk, tysiąc złotych, w tamtej epoce równowartość dziesięciu pensji listonosza.
Już po kilku miesiącach gry w lidze wybrano Wilimowskiego w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" czwartym sportowcem w Polsce. Lepsi byli tylko lekkoatleci: Stanisława Walasiewiczówna, Jadwiga Wajsówna i Janusz Kusociński. Ruch Wielkie Hajduki (po zmianach administracyjnych - Chorzów) nie miał sobie równych w kraju do wybuchu wojny, a liczne sukcesy w meczach towarzyskich z drużynami innych krajów pozwalają sądzić, że rozgrywki ligi mistrzów wymyślono dla polskiej piłki stanowczo za późno. - Wilimowski za hutniczy etat stał się graczem "niebieskich" i od pierwszego występu wzbudzał entuzjazm kibiców. To niewiarygodne, jak olbrzymim talentem obdarzyła go natura - objawił się jako technik absolutny, a przy tym posiadający fenomenalną wręcz intuicję strzelecką. Swoją postawą na boisku zmuszał do respektu i akceptacji najbardziej rutynowanych partnerów, znajdował bez trudu miejsce należne mu z racji umiejętności, a młody wiek nie miał w tym przypadku żadnego znaczenia - pisał Andrzej Gowarzewski w monografii Ruchu Chorzów.
Wilimowski był najlepszym snajperem Ruchu i reprezentacji. W meczach ligowych zdobył 112 bramek, w spotkaniach drużyny narodowej 21 goli. A że grywano znacznie rzadziej niż dzisiaj, średnia przekraczała znacznie jedno trafienie na mecz. Do sportowej legendy przeszły cztery bramki strzelone przez Wilimowskiego Brazylii w spotkaniu na Mistrzostwach Świata w 1938 roku i trzy gole, zdobyte w rok później w meczu z Węgrami, ostatnim spotkaniu międzypaństwowym polskiej reprezentacji przed wybuchem wojny.
Wilimowski mówił o sobie, że jest Górnoślązakiem. Być może to właśnie, a nie wątpliwe przewinienia natury dyscyplinarnej, zadecydowało o odsunięciu napastnika Ruchu od drużyny narodowej, która w 1936 roku wystąpiła na olimpiadzie w Berlinie. Nieobecność Wilimowskiego na boiskach olimpijskich kosztowała prawdopodobnie zespół Polski utratę nawet złotego medalu.
W listopadzie 1939 roku klub Bismarckhütter Sport Vereingung, powstały w miejsce Ruchu Chorzów, wystawił drużynę do towarzyskiego meczu z piłkarzami sąsiednich Lipin. W składzie, niewiele odbiegającym od zestawienia Ruchu w niedawnejlidze polskiej, znalazł się Wilimowski. Wkrótce jednak na powrót stał się graczem 1.FC Katowice. W tej drużynie był (obok Dytki, Cyganka i Nyca) jednym z czterech byłych reprezentantów Polski. W pierwszym

meczu reprezentacji Śląska z Brandenburgią w Berlinie partnerowali Wilimowskiemu byli koledzy z polskiej drużyny narodowej: Georg (niedawno Jerzy) Wostal, Gerhard (Gerard) Wodarz, Theodor (Teodor) Peterek i Richard Pietz, wcześniej znany jako Ryszard Piec.
Na Śląsku pograł Wilimowski niedługo. W drugim roku wojny został napastnikiem Polizei SV Chemnitz. W barwach Saksonii zagrał w zwycięskim spotkaniu z reprezentacją Śląska. W komentarzach chwalono grę "Eziego" i Helmuta Schöna, po latach trenera reprezentacji Niemiec. Klasę byłego gracza Ruchu dostrzegli działacze czołowego klubu niemieckiego TSV Monachium 1860. W monachijskim zespole Wilimowski grał do końca wojny, przyczyniając się m.in. do zwycięstwa w rozgrywkach o Puchar Niemiec. W pucharowym meczu z ekipą o nazwie SS-Sportgemeinschaft Strassburg strzelił dziesięć goli, powtarzając przedwojenne osiągnięcie z ligowego spotkania z drużyną Union Touring Łódź. Grywał także w rozgrywkach drużyn wojskowych, zasilając drużynę o lotniczej nazwie "Rote Jäger" ("Czerwone Myśliwce"). To, że w latach 1941-1942 powoływano Wilimowskiego do drużyny narodowej Niemiec miało także inne, ważne dla niego znaczenie. Interwencja opiekuna reprezentacji, majora Hermanna Grafa miała pomóc w uwolnieniu z Auschwitz matki piłkarza, która trafiła tam w jednym z pierwszych transportów, zapewne z powodu jakiegoś donosu.
W niemieckich barwach Wilimowski zagrał osiem razy, strzelając aż trzynaście bramek. Za największe wydarzenie piłkarskie lat wojny na Śląsku uchodzi mecz Niemcy-Rumunia w Bytomiu (w 1942 roku), w którym u boku Wilimowskiego zagrał m.in. późniejszy mistrz świata Fritz Walter. Wygrany przez Niemcy mecz i bramki Wilimowskiego oglądało podobno 55 tysięcy kibiców, wśród nich piętnastoletni Gerard Cieślik i dziesięcioletni Ernest Pohl. Partnerzy z boiska nadali Wilimowskiemu przydomek "Cwaniak", co było uznaniem jego sprytu w sytuacjach podbramkowych i skłonności do sztuczek technicznych, ośmieszających przeciwników.
Po zakończeniu wojny "Ezi" powrócił do Chemnitz, gdzie zorganizował lokalną drużynę. Ostatecznie wybrał jednak strefę zachodnią, gdzie (w barwach kilku klubów) grał w piłkę do 1956 roku. W sezonie 1952/53 zdobył dla drużyny VfR Kaiserslautern 31 goli z 55 składających się na dorobek zespołu. Miał propozycje gry we Francji, ale nigdy nie opuścił Niemiec. Chciał odwiedzić Katowice, jednak nie otrzymał zgody polskich urzędów. W 1980 przypomniał sobie o Wilimowskim Polski Związek Piłki Nożnej, wyróżniając byłego reprezentanta honorową odznaką. Zmarł 30 sierpnia 1997 roku w Kalsruhe.

Ze wszystkich górnośląskich piłkarzy okresu międzywojennego "Ezi" Wilimowski był najbardziej utalentowany. Statystycy obliczyli, że w ciągu całej kariery zdobył w oficjalnych meczach 1175 bramek. Większym dorobkiem w historii piłki nożnej legitymują się jedynie Brazylijczyk Pele i Austriak Franz Binder. Wojna nie była cezurą dla rozwoju jego talentu sportowego, lecz mecze grane w drużynie Niemiec okazały się ledwie namiastką i ostatecznym kresem międzynarodowej kariery. Więcej szczęścia mieli młodsi Górnoślązacy. Gerard Cieślik, w latach wojny junior klubu Bismarckhütter SV, został gwiazdą reprezentacji Polski. Zabrzanin Fritz Laband i katowiczanin Richard (Ryszard) Herman grali w drużynie Niemiec, która w 1954 roku wygrała mistrzostwa świata.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA