Gdy 24 kwietnia została przekazana oficjalna informacja o decyzji powołanego przez ministra sportu Sztabu EURO 2012, który dokonał wyboru 4 polskich miast kandydujących do organizacji finałów mistrzostw Europy w piłce nożnej - o ile wspólna oferta polsko-ukraińska zyska akceptację UEFA - na Śląsku zawrzało a stan powszechnego wzburzenia osiągnął najwyższy poziom od lat. Oto okazało się, że w gronie wytypowanych miast nie znalazł się Chorzów dysponujący, wydawało się, argumentem nie do przebicia: największą polską areną sportową - słynnym Stadionem Śląskim, z którym kojarzone są lata największej chwały polskiego piłkarstwa, a trwający w przebudowie i modernizacji obiekt posiada aktualne certyfikaty FIFA i UEFA do organizacji spotkań międzypaństwowych. Lecz w tym przetargu te atuty nie miały znaczenia i oferta śląska zdobyła najniższą liczbę punktów spośród 6 rywalizujących polskich miast: Poznań (48 pkt.), Warszawa (40 pkt.), Gdańsk (32 pkt.) i Wrocław (30 pkt.). Nadzwyczaj nisko wyceniono również Kraków (24 pkt.); natomiast Chorzów z najniższą liczbą 15 punktów został po prostu odtrącony i wykluczony z tej konkurencji. Upokorzenie i wzgarda, poniżenie i bojkot... no bo jak inaczej odnieść się do tej krzywdzącej decyzji? Toteż na Śląsku zawrzało a głosy zwartego oburzenia nie cichną. Można rzec, że tym razem Śląsk poczuł się wręcz spoliczkowany.
Tak, tu chodzi o coś więcej niż tylko o wyeliminowanie oferty, której symbolem jest Stadion Śląski, choć ten nie kojarzy się wyłącznie z Chorzowem, bo nie jest i nigdy nie był obiektem o lokalnym znaczeniu. Od blisko pół wieku - a więc od czasu historycznego zwycięstwa reprezentacji Polski nad Związkiem Radzieckim 20 października 1957 roku, gdy w mglisty, nasiąkły deszczem dzień ponad 100 tysięcy stłoczonych na trybunach kibiców z całego kraju przeżywało coś znacznie więcej niż tylko wspaniały tryumf naszej reprezentacji, a strzelec zwycięskich bramek, chorzowianin Gerard Cieślik, który pokonał dwukrotnie Lwa Jaszynę, uznawanego za najlepszego bramkarza świata, stał się bohaterem narodowym... od tego dnia można rzec, że ten stadion został wpisany w historię Polski jako miejsce chwały i dumy. Z wielu wspaniałych piłkarskich zwycięstw nad najświetniejszymi reprezentacjami - tamto miało zawsze największą, bo nie tylko sportową wymowę a potężny łoskot hymnu miał w sobie moc aktu zbiorowego wyzwolenia. Kto z obecnych na tym meczu nie pamięta tej wspaniałej sceny, gdy Gerard Cieślik, kapitan reprezentacji, został zniesiony na ramionach wiwatujących kibiców. A potem ten wielki wezbrany pochód tłumu ze stadionu... Odtąd śląski "stutysięcznik" stał się na długie lata miejscem wielkich sportowych manifestacji, gdy rozgrywano tu mecze o największym znaczeniu a polski hymn jednoczył kibiców z całej Polski. Czy to wszystko nie ma teraz żadnego znaczenia dla Sztabu EURO 2012, którego uprawnienia, okazuje się, są niemal absolutne?
We wszystkich opiniach i ocenach - jedno zdanie rozbrzmiewało jak refren: decyzja polityczna! Padały twarde słowa o arogancji i cynizmie. Zaskakujący jest już sam skład tej wszechmocnej, siedmioosobowej komisji, w której zasiada aż pięć osób kojarzonych z PiS-em i tylko dwie reprezentujące Polski Związek Piłki Nożnej. Jeśli, jak twierdzi Antoni Piechniczek, w końcu wiceprezes PZPN-u i trener, który dwukrotnie doprowadził reprezentację Polski do inałów mistrzostw świata, z tego grona tylko jedna osoba Adam Olkiewicz, szef zespołu PZPN ds. organizacji EURO 2012 zna Stadion Śląski i jego wyjątkowo korzystne usytuowanie, czy można dać wiarę, że decydowały argumenty i racje obiektywne? Czy w tej sytuacji minister sportu nie przekroczył swoich uprawnień desygnując do

 
TADEUSZ KIJONKA
  

Śląsk

spoliczkowany


grona sztabu osoby nie tylko nie dość kompetentne, ale i podatne na polityczne naciski i wpływy?
Ponoć za kandydaturą Gdańska optował Lech Wałęsa, a za Poznaniem urzędujący premier - Kazimierz Marcinkiewicz, który na Śląsku był już wcześniej podejrzewany o "gorzowski" desant do władz Kompanii Węglowej, złożony z zacnych osobistości tego grodu, choć bez jakichkolwiek kwalifikacji w tej branży. Miał oczywiście swoich politycznych sekundantów także Wrocław, z natury rzeczy liczyła się Warszawa, jako stolica kraju. Jednak niezrozumiała w tej konstelacji jest nieobecność Krakowa, miasta pod każdym względem predysponowanego do obecności w "czwórce wybrańców" (wciąż najsilniejszy ośrodek piłkarski w kraju, choć Wisła nie zdobyła mistrzostwa Polski). Ponoć zadecydowała o tym niechęć do osoby prezydenta miasta, Jerzego Majchrowskiego, reprezentującego lewicę. No i kąśliwego krakusa, Jana Marii Rokity, czołowej postaci PO, który szczególnie dopieka wszechmocnym bliźniakom. Zarzuty dotyczące tej decyzji zawierają więc także uzasadnienia i powiązania polityczne, skoro aż do tego stopnia budzą podejrzenia. Bo czy można dać na przykład temu wiarę, że Chorzów za pozycję: "stadion i inne obiekty" otrzymał jedynie dwa punkty, natomiast Poznań aż 12 a Gdańsk - 10, choć całe Trójmiasto odpowiedniego stadionu, jak dotąd, nie posiada.
Decydujące znaczenie w tej punktacji miała ponoć jakość dokumentacji, zaś pod tym względem oferta Chorzowa nie była konkurencyjna i budziła zastrzeżenia. Brano bowiem głównie pod uwagę to co ma, musi powstać, nie zaś to co realnie istnieje. Liczyły się więc bardziej fakty wirtualne - a nie rzeczywisty stan. I tak wyższe oceny przyznano za projektowane stadiony w Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu, które dopiero powstaną po przyznaniu polsko-ukraińskiej ofercie organizacji mistrzostw, niż za Stadion Śląski, którego przebudowa kosztowała już 150 mln zł, a jego pojemność wkrótce osiągnie 60 tys. widzów, przy spełnieniu wszystkich obowiązujących międzynarodowych rygorów. O tym jakiej klasy będzie to stadion - już w znacznym stopniu jest! - świadczy wyróżnienie projektu jego modernizacji nagrodą w ogólnopolskim Konkursie SARD. A inne walory związane z położeniem na terenie parku o powierzchni ponad 500 hektarów, w centrum wielkiej aglomeracji połączonej siecią linii tramwajowych, w pobliżu Drogowej Trasy Średnicowej i Autostrady A4, w zasięgu trzech międzynarodowych lotnisk - Pyrzowic, Balic i Ostrawy.
Broniący zasadności decyzji Sztabu EURO 2012 jego szef Piotr Gawron, wymienia liczne niedociągnięcia w dokumentacji chorzowskiej, w tym brak dokładnych map w obowiązującym formacie zawierających precyzyjne informacje dotyczące miejsc na stadionie dla VIP-ów i dziennikarzy, czy pojemności parkingów oraz rozwiązań transportowych. Były także inne zastrzeżenia i niedociągnięcia, które zdaniem prezydenta Chorzowa, Marka Kopla, można skorygować. Szkoda, że prezydent miasta nie wykazał jednak większej przezorności i zaradności, w tym zaangażowania w skuteczny lobbing. Co szkodziło, by opracowano dokumentację równie wzorcowo jak Poznań, który zadbał pod tym względem o wszystko i

wykluczył ryzyko niskich ocen. A oferta związana z przyznaniem współudziału w organizacji mistrzostw to nie tylko honor i prestiż, ale wielkie pieniądze, pozwalające na zbudowanie nowoczesnej infrastruktury: Poznań, nie licząc rozbudowy i unowocześnienia stadionu, przewiduje miliard złotych na powstanie inwestycji towarzyszących, w tym bazy hotelowej, obwodnic i autostrad. Jeszcze więcej wydać chce Trójmiasto. Najwięcej jednak Warszawa by wyposażyć stolicę w to wszystko, do czego zobowiązuje stołeczność.
Czego jednak oferta Chorzowa w pełni, jak się okazuje, nie eksponowała, to fakt, że chodzi tu nie tylko o miasto, jego atuty i możliwości, ale o całą aglomerację. Czy nie należało połączyć sił by przedstawić ofertę w imieniu zespołu otaczających miast, w tym oczywiście przede wszystkim Katowic. Chorzów liczący obecnie 113 429 mieszkańców - niegdyś ponad 150 tys. - metropolią oczywiście nie jest i przeżywa od lat demograficzny regres, jako następstwo trudnej sytuacji gospodarczej robotniczego miasta z wysokim bezrobociem. W zderzeniu z czołowymi metropoliami, na czele ze stolicą, jego szanse jako miasta malały, co zostało dotkliwie a cynicznie wykorzystane, o czym świadczy pominięcie największego atutu - roli, miejsca i wyjątkowej pozycji Stadionu Śląskiego, którego żaden inny długo nie zastąpi i nie wyprze. Należało reprezentować w tym przetargu poprzez Chorzów i Stadion Śląski, całą potężną aglomerację jaką jest GOP - największa aglomeracja w Polsce, z ogromnym zapleczem społecznym i rozległą infrastrukturą. W tej skali trzeba było prezentować projekty i rozwiązania. W tym eksponując także zaplecze sportowe regionu, który zdobył w swoim czasie ponad 30 tytułów mistrza kraju - z tego Górnik i Ruch w sumie 28 mistrzowskich tytułów.
Czy uda się jeszcze wpłynąć na zmianę fatalnej decyzji, wykorzystującej preteksty i formalne uchybienia, z pominięciem podstawowych faktów i argumentów? Skorygowana oferta czeka na rozpatrzenie, formalne odwołanie złożono, doszło wreszcie do politycznej mobilizacji regionu, choć znów za późno, gdy karty zostały rozdane. Jak zawsze - i tym razem nie popisali się śląscy posłowie, których bezradność i bezsilność, nie licząc wyjątków, poraża. Bo kogo w końcu reprezentują, jeśli nie interesy Śląska i jego mieszkańców.
Bulwersująca decyzja polskiego Sztabu EURO 2012 ma jednak i pewien korzystny efekt: doszło do konsolidacji opinii społecznej i zwartego stanowiska niezależnie od partyjnych rozgrywek. Po tym co się stało, Śląsk nie może mieć złudzeń jak jest postrzegany i traktowany, o czym świadczą raz po raz także decyzje budżetowe. Tym razem w grę wchodzi prestiż, zbiorowe poczucie godności po upokarzającym akcie wykluczenia oferty, którą symbolizuje Stadion Śląski, nie tylko jako słynny obiekt sportowy. Toteż Śląsk poczuł się spoliczkowany - i zjednoczył się w proteście. Bez względu na następstwa, ten fakt ma istotne znaczenie i jest doświadczeniem trwałym.
Ostateczna decyzja kto otrzyma prawo organizacji EURO 2012 zostanie podjęta przez UEFA 8 grudnia br. Czy wspólna polsko-ukraińska oferta przeważy, czy też wyższe oceny otrzyma węgiersko-chorwacka i - zapewne najmocniejsza - przedstawiona przez Włochów: kraj z potężną infrastrukturą, wspaniałymi stadionami oraz jedną z najmocniejszych piłkarskich lig na świecie. Nasze szanse są raczej małe, chyba że przeważą inne, poza sportowe względy. Jeśli przegramy - nam na pociechę pozostanie istniejący realnie Stadion Śląski. I gorzka wiedza - oby mądrze spożytkowana w przyszłości.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA