Kiedy chodziłem do liceum (o podstawówce w ogóle nie ma co mówić) byłem przekonany - tak jak i inni - że Górny Śląsk to wyłącznie ziemia ciężkiej pracy dla przyszłych pokoleń. Wprawdzie mówiło się o odwiecznie piastowskiej ziemi, ale broń Boże, bez bliższych objaśnień. Musiało spaść trochę kartek w kalendarzu i dużo pozaszkolnej lektury, żebym i ja spostrzegł, to co od dłuższego już czasu wiemy (na dodatek wspólnie rzecz odkrywając), że to również miejsce magiczne i mnóstwo w nim miast o wiekowej tradycji - jak Bytom czy Żory - i to o historii nawet nieco starszej niż Warszawa. Dlaczego tak nas uczono - nie ucząc - przy okazji z cicha fałszując przeszłość - jeden Bóg raczy wiedzieć. Może więc sensowne będzie przyjrzenie się bliżej śląskim miastom pod owym, nie każdemu znanym kątem - godnej szacunku (jak dawniej mówiono) starożytności. Proponuję zacząć od malowniczego Mikołowa, zwłaszcza że dzieje osadnictwa w dolinie Jamny, niewielkiej rzeczki wpadającej do Kłodnicy, jednego z najważniejszych dopływów górnej Odry - giną w przysłowiowej pomroce dziejów. Pod koniec I tysiąclecia była to zapewne część Wielkich Moraw, w czasach historycznych należała do Piastów, od okresu rozdrobnienia dzielnicowego do Piastów Śląskich. AD 1163 Bolesław IV Kędzierzawy oddał - nakłoniony przez cesarza Konrada - dziedziczne ziemie Władysława Wygnańca jego synom, dokonując pierwszego podziału Śląska, utrwalonego dziś w geografii (i pracowicie - jak w zabawie w piaskownicy rujnowany przez niedouczonych - albo nie wiem jakich - współczesnych polityków): Bolesław Wysoki otrzymał Śląsk Dolny z Wrocławiem i Ziemią Lubuską, Mieszko Plątonogi Racibórz i Cieszyn. W 1178 Kazimierz Sprawiedliwy trzymał do chrztu syna Plątonogiego, Kazimierza. Podczas uczty, wg notatki kronikarza - hilariter - czyli rozochocony, albo na wesoło (!) - podarował chrześniakowi spory kawał ziemi należący dotąd do dzielnicy krakowskiej. Zaokrąglony w 1201 roku Opolem, obszar utworzył zarys tego, co dziś nazywa się tu i ówdzie jeszcze Górnym Śląskiem. Kazimierz I, już jako książę opolsko-raciborski objął rządy po śmierci ojca i przeniósł swą siedzibę w 1211 roku do Opola.
Sam Mikołów pojawia się w dokumentach po raz pierwszy w 1222 roku. Wówczas, w wystawionym przez księcia akcie, wśród świadków wymieniony został "comes Andreas, castellaneus de Miculow" - komes Andrzej, kasztelan mikołowski.
Na dawnej ulicy Dworcowej, dziś Konstantego Prusa, stoi po lewej stronie, idąc od dworca, na stromym tu stoku kapliczka z obrazem św. Mikołaja w dużej wnęce za szkłem. Wprawdzie kapliczkę ustawiono tutaj dopiero w połowie XVIII wieku, ale za to na miejscu, w którym znajdowała się najstarsza osada, a w niej najstarsza świątynia w Mikołowie, kościół św. Mikołaja. Pierwszy dziejopis miasta, Konstanty Prus, podaje taką wersję jego legendy genetycznej: "Stare podanie, które jest i dziś jeszcze znane w Mikołowie, opowiada o początkach tego miasta takie zdarzenie: Niegdyś, dawno temu gnali handlarze (a mieli to być podobno Wołosi) wiele bydła przez tutejsze okolice i na miejscu, gdzie potem miasto pobudowano, przystanęli z bydłem, aby tu odpocząć i przenocować, atoli w nocy nagle zachorowało wszystkie bydło; handlarze ślubowali tedy zbudować kaplicę na cześć św. Mikołaja, jeżeli bydło za przyczyną tego Świętego wyzdrowieje. I oto bydło wnet wyzdrowiało, a handlarze niezadługo potem ślubowaną kaplicę ku czci św. Mikołaja zbudowali. Przy tej kaplicy zaczęli się potem osiedlać różni ludzie i tak powstała osada i miasto, które od kaplicy św. Mikołaja przybrało nazwę Mikołów".Według Prusa legenda ta, to czysty wymysł, a opowieść powstała w XVI-XVII wieku, gdy w Mikołowie kwitł "bardzo ożywiony tranzytowy handel bydłem". Ale stare dokumenty nie kłamią. Mikołów istniał już kilkaset lat wcześniej i nazywał się tak już wtedy. Nazwa na pewno pochodzi od imienia Mikołaj, ale czy od wspomnianego kościółka św. Mikołaja, który powstał

sl05s36.jpg (52815 bytes)

 

 
ANTONI HALOR
  

Oppidus Capri - Mikołów


wraz z założoną już pod koniec XII wieku kasztelanią, czy od patronimiku Mikołaj, tego dziś nie sposób ustalić. Zdaniem Prusa wchodzi w grę raczej to drugie; na początku było imię "jakiegoś dziedzica i pana tutejszej okolicy, który się Mikołaj (po ludowemu Mikuła) nazywał".
Nieco inną wersję tego podania można znaleźć u późniejszego, urodzonego w Mikołowie niemieckiego monografisty H. Tajstry. Jest interesująca, bo łączy genezę miasta z zachowanym do dziś tajemniczym mikołowskim "kopcem szwedzkim", który chyba "szwedzki" nie jest (ale o tym za chwilę): "Jak twierdzą uczeni, już w IX wieku po Chr. na południe od grzbietu jurajskiego, na wzniesieniu leżącym nad doliną rzeczki Jamny powstała tu osada... Jej powstanie związane jest podług starego podania z następującym wydarzeniem: Wzdłuż wspomnianego garbu ciągnął się prastary trakt prowadzący z Krakowa na Dolny Śląsk. Na drodze tej w pewnej chwili jakiś (ciężko obładowany) zaprzęg zjechał z drogi i utknął w bagnistym gruncie obniżenia, przez które płynął potok. Woźnice prowadzący zaprzęg odmówili pobożną modlitwę do św. Mikołaja... Prośba poskutkowała, podróżni mogli jechać dalej. Wdzięczni za ratunek z opałów podróżni na zboczu pobliskiego wzniesienia postawili na cześć świętego kapliczkę. Wokół niej zaczęli się osiedlać ludzie. Zapewne było to podgrodzie zamku zbudowanego tuż obok, na podwójnym kopcu w rozwidleniu rzeczki... Pamiątką po najstarszym założeniu jest stojąca na tym miejscu do dzisiejszego dnia kapliczka z wizerunkiem św. Mikołaja (St Nicolai)".
Mikołów pojawił się na scenie historii pisanej od razu jako miejsce ważne, ośrodek okręgu, starostwa - kasztelania. Niestety, nie na długo. W rezultacie walk o dzielnicę senioralną po śmierci Krzywoustego - Władysława (następcy Mieszka II, fundatora opactwa w Rudach) z Bolesławem Wstydliwym w 1273 roku - wojska tego ostatniego spustoszyły sporą część Górnego Śląska. Prawdopodobnie w tym czasie gród w Mikołowie został zdobyty i zniszczony. Tam gdzie dziś wznosi się charakterystyczna sylwetka kościoła ewangelickiego, nieco powyżej kapliczki św. Mikołaja, znajdować się miał ów spalony warowny gród, siedziba kasztelana. Książę Władysław uznał, że miejsce nie jest położone w najkorzystniejszym strategicznie miejscu i założył - silnie już je fortyfikując - Żory i Pszczynę. Po roku bowiem 1280, wcześniej często występujący w różnych dokumentach "castellaneus de Miculow" przestaje się pojawiać wśród świadków potwierdzających wiarygodność dokumentów dworu książęcego. Tak więc dziś już mało kto wie, że na początku swych dziejów Mikołów był stolicą całego regionu i dopiero później musiał oddać pierwszeństwo Pszczynie, z którą na przestrzeni wieków zawsze rywalizował.

Nową osadę ocaleli mieszkańcy wznieśli już na innym miejscu, na drugim brzegu Jamny, tam gdzie obecny rynek. W czasie walk poważnie chyba uszkodzono kościółek św. Mikołaja, gdyż w tym samym mniej więcej czasie zbudowano nową świątynię, pod wezwaniem św. Wojciecha, nieco bliżej nowej osady. Przeniesiono na nią wszystkie uposażenia i przywileje parafialne. Kościółek św. Mikołaja służył jeszcze przez kilka wieków wiernym, coraz bardziej jednak ubożejący i zaniedbany. W kolejnych protokołach powizytacyjnych występuje jako "ecclesia St Nicolai extra oppidum" (poza miastem). Został rozebrany zapewne w 1785 roku, być może uszkodzony przez huragan, który szalał nad Mikołowem w 1784 roku.
W miejscu, w którym stoi kamienna Pasja z końca XIX wieku, na tzw. "drajoku", znajdował się kopiec, rozebrany już przed niemal dwustu laty, jedno z dwu legendarnych grodzisk mikołowskich. Miał się na nim wznosić klasztor żeński. Klasztor ten naziemnym krytym gankiem (albo podług innych, podziemnym przejściem) miał połączenie z leżącym przy ulicy Sambora drugim sztucznym pagórkiem, na którym podobno stał zamek. I klasztor i zamek zapadły się pod ziemię. Według innej jednak wersji, starszej zresztą, bo z 1820 roku, zapisanej w kronice ówczesnego burmistrza Mikołowa, Eliasza Józefa Tertoły, kopiec z klasztorem znajdował się po przeciwnej stronie dzisiejszej ulicy Sambora, znacznie bliżej starego kościoła św. Wojciecha. I był połączony z nim owym gankiem, którego resztki jeszcze za czasów młodości Tertoły (około 1800 roku) były podobno widoczne. Grodzisko zwane od dawna "szwedzkim" zrównano z ziemią w maju 1818 roku. Dziś można oglądać tylko drugi kopiec - i to też nieco już uszczerbiony. W rezultacie on dziś nosi nazwę "szwedzkiego" i o nim się mówi, że jest wspólną mogiłą zabitych tu w straszliwej bitwie Szwedów. Owiany legendami, niewątpliwie ludzkimi rękoma wzniesiony pagórek, z pewnością kryje w sobie wspomnienie dramatycznych wydarzeń sprzed wieków i zapewne pamięta czasy dużo wcześniejsze od wojen szwedzkich w XVII wieku. Niepełne, i do dziś nie zakończone badania archeologiczne, prowadzone w 1967 roku potwierdziły tylko istnienie na tym miejscu jakichś założeń obronnych. Nie ustalono wszakże ani przybliżonej daty istnienia osady, ani, czy jest to miejsce, na którym stał obronny kasztel, czy jakaś służebna osada, czy, jak chyba słusznie przypuszcza Prus, siedziba średniowiecznych dziedziców Mikołowa. Do naszych czasów zachowały się
na Śląsku, tu i ówdzie (np. Tarnowice Stare), takie, leżące na podobnych "kopcach", obronne siedziby pańskie.
W innej wersji tego podania zamek, klasztor i stary kościół św. Wojciecha połączone były sekretnym podziemnym przejściem, które miało być drogą ostatniej ucieczki przed wrogiem. Przejście to miało prowadzić aż do figury św. Jana Ewangelisty pod lasem Wieżysko. Większość twierdzi jednak uparcie, że jest to kopiec "szwedzki", i leżą w nim pochowani żołnierze króla Gustawa Adolfa. Dawniej pokazywali się, by straszyć mikołowian, ale od wielu już lat tego nie czynią. Chyba biegnąca tuż obok droga stała się zbyt hałaśliwa. W relacji opowiedzianej przez starą mieszkankę miasta, zapisanej kilka lat temu, z całej tej "wiedzy" pozostał już tylko trop - topos szwedzki:
"Koło małego starego Kościółka tam jest kopiec i tam są Szwedzi pochowani... Myśmy tam mieszkali u Pluty i mieli my okna na tyn kopiec. Roz go chcieli zrównać... ale znaleźli zbroje, cy mundury i przestali kopać. Tam sie pokazowoł taki generał, ale to było downo. Stoł na tym kopcu. Jak my tam mieszkali to my nic niy widzieli".
A skąd to tajemnicze Oppidus capri? Może wam o tym opowiem następnym razem.

Św. Nepomucy przy starym kościele św. Wojciecha w Mikołowie

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA