|
|
|
- Tkwiłem w środowisku dziennikarzy i młodych zapowiadających się literatów. To była taka zawodowa i towarzyska konieczność. Wszyscy byli przekonani, że również ja piszę wiersze. Kiedy pracowałem w "Dzienniku Zachodnim" w Opolu, jedna z koleżanek zapytała mnie: "Edziu, wysłałeś już teksty na Wiosnę Poetycką?" Co było robić Đ tak zobligowany musiałem sprostać pokładanym we mnie nadziejom, napisałem wiersz i dzięki niemu zostałem laureatem wyróżnienia Opolskiej Wiosny Poetyckiej. Tak się zaczęło moje wierszopisanie, wkrótce przyszły następne wyróżnienia i nagrody. Ponoć dobrze rokowałem, świat tej poezji kręcił się wokół motywów ludowych, rozmaitych świątków i tym podobnych bytów, więc o moich wierszach pozytywnie wypowiadał się m.in. Stanisław Piętak. Ale już wkrótce doszedłem do wniosku, że moja poezja się szybko starzeje. Wydałem tylko jeden tomik Đ "Światłość lasu" z 1972 roku. Drugiego mego tomu już nie było Đ właśnie wtedy poezja została przeorientowana, wszyscy wokoło zaczęli pisać z podtekstem politycznym. Zbliżał się rok 1976, potem 1980. To były niedobre lata dla poezji, gdyż nagle zaczęła się stawać publicystyką. Nie odnajdywałem się w tym modelu, powiedziałem więc: pas. Jednak szkoła poetycka, jaką kiedyś przeszedłem okazała się bardzo przydatna w prozie. Mogę powiedzieć, że poezja towarzyszyła mi przez całą późniejszą twórczość prozatorską. Pewnych rzeczy nie da się wyrazić inaczej jak za pomocą metafory, przenośni, jednym słowem - skrótu. |
- W Twoim przypadku poezja była więc początkiem, epizodem, który jednak położył się cieniem na późniejszej prozie. - Raczej blaskiem niż cieniem - Jesteś jednym z tych pisarzy, którzy konsekwentnie piszą o sobie. Złośliwi powiedzą: on nie potrafi wymyślać fabuł. Życzliwi stwierdzą z kolei, że tylko to, co przeżyte, oparte na doświadczeniu jest autentyczne, bez nuty fałszu. - Opowiadam się za tą drugą wersją. Po prostu - pisarz musi mieć ciekawe życie. Ja pisarsko - miałem bardzo ciekawe życie, chociaż (a może właśnie dlatego!) tułałem się po jakiś obrzeżach życia. A jeśli się dostałem w jego główny nurt - to stamtąd wycofywałem się znów na peryferie, aby właśnie stamtąd móc patrzeć, z jakiego miejsca się wyrwałem. Nie wiem, czy goniłem za tematami, czy to tematy uczyniły ze mnie bohatera moich książek czy opowiadań. W każdym razie żadna z moich książek nie powstała przy kominkowej zadumie. To wszystko było prawdziwe, z tym że na użytek literatury stawało się tylko prawdopodobne. A im było bardziej prawdopodobne - tym tekst był lepszy. Mogę mówić więc o cienkiej linii pomiędzy autobiograficznym reportażem a quasifikcją literacką. - Czytając Twoje książki można odnieść wrażenie, że było to życie tyleż ciekawe, co dramatyczne i poobijane. Przeszedłeś jako pisarz, ale i jako człowiek przez kręgi piekieł. Porozmawiajmy o tym, które nazywa się alkoholizm. A więc Twoja najlepsza - moim zdaniem - książka: "Synogarlica". - Traumatyczne przeżycia są udziałem każdego z nas. Ja po prostu nie udawałem, że się skrywam pod maską bohatera książki. Nawet jeżeli ten mój bohater nie miał na imię Edziu, to nazywał się Kacper, gdyż urodziłem się w Trzech Króli - i jest to jeden z życiowych znaków mego przyjścia na świat. Zaczęło się od nieudanego związku z kobietą. Później zaplątałem się w alkoholizm, który determinował moje życie przez wiele lat i wyprawiał ze mną co chciał. A chciał coraz więcej. Aż nastąpił moment ocknięcia się. Oderwałem się od flachy tylko po to, żeby ratować resztki godności. I żeby - jeśli to możliwe - tę godność odbudować całkowicie. To był pierwszy podstawowy powód, dla którego przerwałem picie. |
Skwitowałem to "Synogarlicą" i w jakiś sposób nastąpiło rozliczenie i oczyszczenie. Jednak - mimo iż nie piję już od 22 lat - w dalszym ciągu uważam się za alkoholika, bo to jest choroba woli i choroba do końca dni. Myślę, że już jakoś odkupiłem mroczne czasy tej - jak to kiedyś ująłem - opętańczej jazdy na czarnym kwiku. Musiałem przebudować od nowa swoje całe życie. Nie we wszystkim to się udało, bo tamte cienie ciągną się za mną nadal. Więcej - one gęstnieją, nie pozwalają zapomnieć, że się przeszło przez piekło alkoholu. Nie wiem, czy nie miało ono więcej kręgów niż u Dantego. - Pisarze najczęściej budują mitologię alkoholizmu. Od Hłaski do Pilcha. "Synogarlica" jest demaskatorska, odbrązawia alkoholizm, pokazuje jak potrafi on upodlić i zbydlić. W "Synogarlicy" nie ma niczego, co by usprawiedliwiało, pokazywało artystowską stronę picia. - Wytłumaczenie jest proste. Hłasko, Grochowiak, Pilch nigdy nie przyznali się, że są alkoholikami. Dlatego nie ma w tych tekstach grozy tego nałogu. Oni wciąż się nim bawili (bawią), uważając, że jest to część powabu życia. A to nie jest powab, tylko klęska życia. U Hemingwaya czy u Hłaski bohaterowie piją tak jak alkoholik, który się nie przyznaje do swego nałogu - po drinku. To nie jest prawda. Pijak nigdy nie pije po drinku, pijak chla tak długo dopóki na stole, czy przy łóżku będzie stała butelka. Nie przerwie, nie odpuści jej. Dopóki człowiek nie przyzna się do nałogu - nie będzie wiedział prawdy o nim. - 14 książek, 70 lat. Czego jest więcej: poczucia, że powiedziałeś to, co chciałeś powiedzieć, czy też niedosytu, niezrealizowania? - Nie mogę powiedzieć, że coś zostało niezrealizowane, czy też że zawiodłem sam siebie. Zawsze pisałem wtedy, kiedy pojawił się konkretny pomysł bądź zostałem uwikłany w ciąg zdarzeń, który później trzeba było przemienić w literaturę. Wówczas nie mogłem zareagować inaczej niż pisaniem. I tyle. Już więcej nie będę pisał książek, bo zmienił się rynek czytelniczy, coraz trudniej jest o wydawców, sponsorów. Autor zawsze pisze na swoje ryzyko, ale obecnie to ryzyko jest przeogromne. Nakład nie zwraca się ani intelektualnie, ani materialnie. Przeciwnie - do tego się dokłada. A mnie na to nie stać. |
||
SPIS TREŚCI
_______________________________________________________________________________________________________