Oby było zdrowe...

      Z prof. RYSZARDEM PORĘBĄ, kierownikiem Katedry i Oddziału Klinicznego Ginekologii i Położnictwa Śląskiej Akademii Medycznej w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Tychach rozmawia Katarzyna Widera-Podsiadło

       - "Nie jest ważne, czy chłopak, czy dziewczynka, oby tylko było zdrowe" - to słowa, które coraz częściej wypowiadają mamy oczekujące narodzin swojego dzieciątka. Tak pewnie było zawsze, ale w ostatnim czasie to zdanie nabiera szczególnego charakteru.

-  Oczywiście, najważniejsze, by dziecko urodziło się zdrowe. Ta myśl powinna również przyświecać w pracy lekarzom i położnym. Jednak w dawnych czasach było tak, że do zdrowia przywiązywano mniejszą wagę, bardziej interesowano się płcią. Brało się to stąd, że wówczas obowiązywał model rodziny wielodzietnej. Strata dziecka nie była tak ogromną tragedią. Na pewno żal i ból towarzyszyły takiemu wydarzeniu, większym jednak problemem było, kiedy w rodzinie przychodziła na świat np. piąta córka. Zwłaszcza jeśli rodzina posiadała gospodarstwo rolne. Budziło to u ojców niepokój o to, kto przejmie gospodarkę. Dlatego dawnej tak bardzo czekano na przyjście na świat syna.

- Czas jednak zweryfikował ten pogląd ...

- Tak, ponieważ w krajach cywilizowanych rodzi się w ogóle mało dzieci, w krajach zachodnich jest wiele rodzin bezdzietnych - niestety z wyboru, całkowicie świadomie. Bardzo często spotyka się również rodziny, które posiadają jedno dziecko, rzadko dwoje. Dotąd z Polski spoglądaliśmy na to zjawisko raczej obojętnie, nas to nie dotyczyło, nie przejmowaliśmy się specjalnie, bo u nas dzieci jeszcze 15, 20 lat temu rodziły się... Niestety, ten trend doszedł również do nas. Obserwujemy dramatyczny spadek urodzeń. W ciągu minionych 15 lat liczba urodzeń spadła o połowę. Jeśli kiedyś rodziło się w Polsce 700 - 800 tysięcy dzieci, to dziś rodzi się połowa.

- Jak region Śląska wygląda na mapie Polski.

- Tak samo. Kiedyś na Śląsku odbywało się 10 procent porodów w Polsce. Np. na 700 tysięcy dzieci urodzonych w Polsce, 70 tysięcy rodziło się na Śląsku. Taki trend utrzymuje się do chwili obecnej. Relatywnie więc tak samo, jak w całej Polsce, liczba urodzeń u nas również spadła o połowę.

- Przyczyny tego stanu rzeczy są oczywiste, choć pewnie nieco inne niż na zachodzie. Tam na liczbę urodzeń zapewne ma wpływ chęć tzw. używania życia itd.

U nas...

- Pewnie podobnie, ale powody to przede wszystkim: stres w rodzinie o utrzymanie pracy, o zapewnienie dziecku odpowiedniego wykształcenia, praca zarobkowa obojga rodziców, dbanie o własne wykształcenie, o swój rozwój zawodowy.
Dziś to są główne czynniki, które sprawiają, że rodziny nie decydują się na większą liczbę dzieci.

- Dochodzi do tego również brak opieki ze strony państwa.

- To niestety bolączka naszych czasów. Pomoc państwa jest bardzo słaba, to w żaden sposób nie zachęca do tego, by mieć dzieci. Może nawet zniechęca. W chwili obecnej mamy ujemny przyrost naturalny, czyli większa liczba ludzi umiera niż się rodzi. Wskaźnik odnawialności społeczeństwa od szeregu lat jest zagrożony.

- Kraje zachodnie jakoś się ratują, chociaż pewnie nie o taki ratunek chodzi.

- Ma Pani na myśli emigrację. W ostatnich latach do np. Niemiec, Francji, czy Anglii emigruje wiele osób z innych krajów. Są to często przedstawiciele narodowości, w których wielodzietność jest normalnym i pożądanym zjawiskiem. Właśnie te rodziny łagodzą ujemny wskaźnik przyrostu naturalnego wspomnianych krajów.
Mówimy tu jednak o wskaźniku ogólnym, jeśli natomiast spojrzeć na przyrost naturalny wśród samych Niemców, Francuzów, czy Anglików, to tu jest dramatycznie.

- U nas nie ma jeszcze zjawiska napływu "cudzoziemców"...

- Dlatego naszego wskaźnika przyrostu naturalnego na razie nic nie ratuje i w ogólnym rozrachunku mamy znaczący spadek urodzeń.

- Panie profesorze, wielokrotnie użył Pan słowa dramat. Czy faktycznie liczba urodzeń stała się już problemem, który urósł do takiej rangi?

- To jest olbrzymi problem i z punktu widzenia demograficznego i ekonomicznego, a nawet rozwoju danych społeczeństw. Brak przyrostu naturalnego w sposób bezpośredni rzutuje w przyszłości na stan danej nacji, danego narodu, jego rozwój kulturowy, ekonomiczny i każdy inny.

-  Państwo zdaje się problemu nie dostrzegać i pewnie w najbliższym czasie nie mamy się co spodziewać naprawy polityki prorodzinnej.
Inaczej widzą te sprawy lekarze specjaliści.

- Podejmujemy pewne kroki dla ratowania tej sytuacji zmniejszając umieralność wśród tych dzieci, które się rodzą. Kiedyś rodziło się dużo wcześniaków, szczególnie na Śląsku. Wskaźnik ten wynosił ponad 10 procent, czyli co dziesiąte dziecko urodzone jako wcześniak umierało.

Dziś, dzięki wysiłkom służby zdrowia, udaje się ograniczyć umieralność wcześniaków. Coraz więcej dzieci pochodzących z niskich tygodni ciąży, czy też urodzonych z niską masą urodzeniową przeżywa.
To dobry symptom: udaje się uratować te dzieci, spośród których większość dawniej by umarła. Właśnie one nieco ratują niekorzystny wskaźnik przyrostu naturalnego.

- To dobra wiadomość, ale niestety mamy też złą: obok malejącego wskaźnika przyrostu naturalnego, nie maleje liczba dzieci, które rodzą się z wadami rozwojowymi.

- To prawda, odsetek wad rozwojowych, jakie obserwujemy, utrzymuje się na stałym poziomie. Gdyby spojrzeć tylko na wady ośrodkowego układu nerwowego, a więc np. na wodogłowie, czy inne anomalie ośrodkowego układu nerwowego, to okazuje się, że ten wskaźnik jest niezmienny od wielu lat. Czynimy oczywiście starania, by zapobiegać powstawaniu wad, które powstają na samym początku ciąży. Takim ważnym elementem jest np. niedobór kwasu foliowego.
Wielkim światowym osiągnięciem jest zgłębienie tego problemu i odkrycie, że brak kwasu foliowego powoduje powstawanie wad ośrodkowego układu nerwowego.
Dlatego też w profilaktyce podaje się kwas foliowy od samego początku ciąży, a nawet na wiele miesięcy przed planowaną ciążą, oczywiście jeśli rodzina planuje ciążę. To jest problem, bo w społeczeństwie niski odsetek rodzin stosuje kwas foliowy przed ciążą, najczęściej bierze się go dopiero wtedy, kiedy lekarz rozpozna ciążę, a to może już być zbyt późno.

Dlatego też w niektórych krajach planuje się dodawanie kwasu foliowego do chleba, czy do innych spożywanych codziennie produktów. Uważam, że byłoby to bardzo dobre rozwiązanie.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA