|
|
|
- "Nie jest ważne, czy chłopak, czy dziewczynka, oby tylko było zdrowe" - to słowa, które coraz częściej wypowiadają mamy oczekujące narodzin swojego dzieciątka. Tak pewnie było zawsze, ale w ostatnim czasie to zdanie nabiera szczególnego charakteru. - Oczywiście, najważniejsze, by dziecko urodziło się zdrowe. Ta myśl powinna również przyświecać w pracy lekarzom i położnym. Jednak w dawnych czasach było tak, że do zdrowia przywiązywano mniejszą wagę, bardziej interesowano się płcią. Brało się to stąd, że wówczas obowiązywał model rodziny wielodzietnej. Strata dziecka nie była tak ogromną tragedią. Na pewno żal i ból towarzyszyły takiemu wydarzeniu, większym jednak problemem było, kiedy w rodzinie przychodziła na świat np. piąta córka. Zwłaszcza jeśli rodzina posiadała gospodarstwo rolne. Budziło to u ojców niepokój o to, kto przejmie gospodarkę. Dlatego dawnej tak bardzo czekano na przyjście na świat syna. - Czas jednak zweryfikował ten pogląd ... - Tak, ponieważ w krajach cywilizowanych rodzi się w ogóle mało dzieci, w krajach zachodnich jest wiele rodzin bezdzietnych - niestety z wyboru, całkowicie świadomie. Bardzo często spotyka się również rodziny, które posiadają jedno dziecko, rzadko dwoje. Dotąd z Polski spoglądaliśmy na to zjawisko raczej obojętnie, nas to nie dotyczyło, nie przejmowaliśmy się specjalnie, bo u nas dzieci jeszcze 15, 20 lat temu rodziły się... Niestety, ten trend doszedł również do nas. Obserwujemy dramatyczny spadek urodzeń. W ciągu minionych 15 lat liczba urodzeń spadła o połowę. Jeśli kiedyś rodziło się w Polsce 700 - 800 tysięcy dzieci, to dziś rodzi się połowa. - Jak region Śląska wygląda na mapie Polski. - Tak samo. Kiedyś na Śląsku odbywało się 10 procent porodów w Polsce. Np. na 700 tysięcy dzieci urodzonych w Polsce, 70 tysięcy rodziło się na Śląsku. Taki trend utrzymuje się do chwili obecnej. Relatywnie więc tak samo, jak w całej Polsce, liczba urodzeń u nas również spadła o połowę. - Przyczyny tego stanu rzeczy są oczywiste, choć pewnie nieco inne niż na zachodzie. Tam na liczbę urodzeń zapewne ma wpływ chęć tzw. używania życia itd. |
U nas...
- Pewnie podobnie, ale powody to
przede wszystkim: stres w rodzinie o utrzymanie pracy, o zapewnienie dziecku odpowiedniego
wykształcenia, praca zarobkowa obojga rodziców, dbanie o własne wykształcenie, o swój
rozwój zawodowy. - Dochodzi do tego również brak opieki ze strony państwa. - To niestety bolączka naszych czasów. Pomoc państwa jest bardzo słaba, to w żaden sposób nie zachęca do tego, by mieć dzieci. Może nawet zniechęca. W chwili obecnej mamy ujemny przyrost naturalny, czyli większa liczba ludzi umiera niż się rodzi. Wskaźnik odnawialności społeczeństwa od szeregu lat jest zagrożony. - Kraje zachodnie jakoś się ratują, chociaż pewnie nie o taki ratunek chodzi. - Ma Pani na myśli emigrację. W
ostatnich latach do np. Niemiec, Francji, czy Anglii emigruje wiele osób z innych
krajów. Są to często przedstawiciele narodowości, w których wielodzietność jest
normalnym i pożądanym zjawiskiem. Właśnie te rodziny łagodzą ujemny wskaźnik
przyrostu naturalnego wspomnianych krajów. - U nas nie ma jeszcze zjawiska napływu "cudzoziemców"... - Dlatego naszego wskaźnika przyrostu naturalnego na razie nic nie ratuje i w ogólnym rozrachunku mamy znaczący spadek urodzeń. - Panie profesorze, wielokrotnie użył Pan słowa dramat. Czy faktycznie liczba urodzeń stała się już problemem, który urósł do takiej rangi? - To jest olbrzymi problem i z punktu widzenia demograficznego i ekonomicznego, a nawet rozwoju danych społeczeństw. Brak przyrostu naturalnego w sposób bezpośredni rzutuje w przyszłości na stan danej nacji, danego narodu, jego rozwój kulturowy, ekonomiczny i każdy inny. |
- Państwo zdaje się problemu nie dostrzegać i
pewnie w najbliższym czasie nie mamy się co spodziewać naprawy polityki prorodzinnej. - Podejmujemy pewne kroki dla ratowania tej sytuacji zmniejszając umieralność wśród tych dzieci, które się rodzą. Kiedyś rodziło się dużo wcześniaków, szczególnie na Śląsku. Wskaźnik ten wynosił ponad 10 procent, czyli co dziesiąte dziecko urodzone jako wcześniak umierało. Dziś, dzięki wysiłkom służby
zdrowia, udaje się ograniczyć umieralność wcześniaków. Coraz więcej dzieci
pochodzących z niskich tygodni ciąży, czy też urodzonych z niską masą urodzeniową
przeżywa. - To dobra wiadomość, ale niestety mamy też złą: obok malejącego wskaźnika przyrostu naturalnego, nie maleje liczba dzieci, które rodzą się z wadami rozwojowymi. - To prawda, odsetek wad
rozwojowych, jakie obserwujemy, utrzymuje się na stałym poziomie. Gdyby spojrzeć tylko
na wady ośrodkowego układu nerwowego, a więc np. na wodogłowie, czy inne anomalie
ośrodkowego układu nerwowego, to okazuje się, że ten wskaźnik jest niezmienny od
wielu lat. Czynimy oczywiście starania, by zapobiegać powstawaniu wad, które powstają
na samym początku ciąży. Takim ważnym elementem jest np. niedobór kwasu foliowego. Dlatego też w niektórych krajach planuje się dodawanie kwasu foliowego do chleba, czy do innych spożywanych codziennie produktów. Uważam, że byłoby to bardzo dobre rozwiązanie. |
||
SPIS
TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________