- "My sam
robimy łod dziada pradziada, kopiemy tyn pieroński wyngiel i to jest świynte!".
Pamięta pan, kto to powiedział?
- To z mojego filmu.
- Z "Perły w koronie". Tak krzyczy w
złości Augustyn Mol, kiedy rozpoczyna się strajk w kopalni "Zygmunt". Czy
praca górnika jest wciąż jeszcze świętością?
- To już nie jest święte. W czasach, w których film
się dzieje, czyli we wczesnych latach trzydziestych, był wielki kryzys światowy. Ale
węgiel i stal to były największe świętości, bo na nich opierał się cały
kapitalizm. Stąd się zresztą wzięło parcie Hitlera do nowej wojny, która była wtedy
najlepszym sposobem na podźwignięcie zrujnowanej gospodarki.
Po II wojnie Robert Schumann i inni wiedzieli, że Europa
nie może się dalej tak rozwijać. I oni wymyślili połączenie tych dwóch
przemysłów, które produkowały wojnę - węglowego i stalowego. Bo jak się połączy
węgiel i stal, powiedział Schumann, odetnie się napęd agresji niemiecko-francuskiej.
To jest podstawa dzisiejszej wspólnej Europy. Europy pokojowej. Rzecz w tym, że
zjednoczenie obu gospodarek ujawniło, że ich potencjał jest za duży jak na potrzeby
państw pokojowych. My przeżywamy teraz to, przez co Europa już przechodziła.
- Ale oni to robili przez trzydzieści lat.
- I mają to już za sobą. Teraz, kiedy komuna padła z
kretesem, ta konsekwencja gospodarki wolnorynkowej przyszła do nas. I to w okresie, kiedy
kapitalizm od dawna jest już pokojowy, a klasa robotnicza przestała odgrywać rolę,
jaką kiedyś odgrywała. W związku z tym słowa mojego filmowego bohatera nie mają
dziś naturalnego gruntu. Zwłaszcza, że wtedy był to także protest przeciwko obcym -
ciągle przeciwko Niemcom, bo Polska już była, ale kapitał był wciąż niemiecki.
- Ale adresat protestów był również państwowy.
Alojz Budniok wybrał się specjalnie do Warszawy, a tam: "Sprzezywali mnie, że
nasze postępowanie jest nielegalne".
- Teraz też, bo za socjalizmu kopalnie zostały
upaństwowione. Protesty na Śląsku muszą mieć zawsze tego samego adresata -
państwowego.
- No i pojechali do Warszawy górnicy z
interwencją. Narobili rabanu w Alejach Ujazdowskich, a minister im powiedział, jak u
pana w filmie: Wasz protest jest nielegalny.
- Tak, ale my jeszcze nie wiemy, jakie będą konsekwencje
tej krwawej wycieczki do Warszawy. Być może, a to wciąż wisi w powietrzu, dojdzie do
strajku generalnego górników. A to już nie będzie wyłącznie protest przeciwko
tajemniczemu i głupiemu wskazaniu czterech kopalń do likwidacji. To będzie sprawa o
wiele poważniejsza.
- Może jakieś kopalnie trzeba jednak zamknąć?
- Tak, i górnicy o tym wiedzą. To są może ludzie
prości, ale nie głupi. Jednak ci, z którymi ostatnio się spotykałem, są całkowicie
jednomyślni, że wytypowanie akurat tych czterech kopalń jest zupełnie nieracjonalne.
Oni sami wiedzą, które kopalnie by się do tego nadawały, bo że trzeba w Polsce mniej
węgla, świetnie rozumieją. Ja sam zacząłem się nad tym zastanawiać i wychodzi mi,
że sprawa jest o wiele poważniejsza niż tylko związana z programem restrukturyzacji
górnictwa. Powstaje mianowicie pytanie: kto wytypował te kopalnie do likwidacji i
dlaczego? Zamykać kopalnię w Łaziskach, gdzie pod bokiem stoi elektrownia i huta? W
Bytomiu, gdzie bezrobocie może sięgnąć 50 procent? Ja podejrzewam, że te kopalnie
zostały tak wytypowane, jak by ktoś chciał wzniecić konflikt między górnikami a
państwem.
- Kto?
- Otóż właśnie to jest całkiem nowy kontekst sprawy.
To jest nasze śląskie wydanie tego, co się nazywa aferą Rywina. Myślę, że górnicy
zaczynają to już rozumieć, a i minister Hausner też. A sprawa jest poważna. Jeśli
protest górników będzie narastał, jeśli oni zostaną wykorzystani dla interesów
pewnej utajonej czy nieformalnej grupy, to skończy się to ostrym konfliktem społecznym
z potężnymi konsekwencjami dla stabilności państwa. Bo wtedy będziemy mieli do
czynienia z czymś bardzo podobnym do Al-Kaidy.
- Gdzie jest ta "grupa trzymająca
węgiel"?
- Ona trzyma nie władzę, a interesy. Wiadomo, że na
górnictwie robi się ogromne interesy. Błędem było, że nikt się nie zabrał
rzetelnie do tego kluczowego resortu dwanaście, trzynaście lat temu. Zostawiono to,
pewnie ze strachu. Dopiero ekipa Buzka się tym zajęła. I wtedy się wszystko zaczęło
- przecież pompowano te wielkie środki nie po to, żeby to górnictwo strukturalnie
zmieniać, tylko żeby sobie zapewnić spokój społeczny.
|
|
Najprościej mówiąc, bez równowagi między sprawami
gospodarczymi a społecznymi. I w tę pustą przestrzeń niekompetencji i trywialnych
stereotypów weszli gangsterzy, którzy zaczęli z tego świetnie żyć. Szły pieniądze,
ogromne pieniądze, które bardzo łatwo było przechwycić. Te spółki, rady nadzorcze,
ci wszyscy prezesi wyznaczyli sobie niebywałe pensje. Nie było nawet takiego kryterium,
żeby w nierentownych kopalniach nie było premii. Przepływ pieniędzy poza kopalnie był
zupełnie fantastyczny. Długi zaczęły rosnąć. A jak pan wie, rynek handlu długami
jest bardziej atrakcyjny niż jakikolwiek interes. Zadłużenie górnictwa stało się
źródłem intratnych interesów - dla "grupy interesów". Teraz to wszystko
wyłazi. Okazuje się, że interes "grupy interesów" jest ważniejszy niż
interes górników. I tym się manipuluje. A niestety wiele wskazuje na to, że są to
wszystko ludzie związani z SLD. I oni korzystali z niewiedzy rządu. Piechota i Hausner
nie mieli o tym pojęcia. Kiedy się pojawiły artykuły w gazetach, dotykające tych
spraw nawet imiennie, oni się dopiero zorientowali, że sprawa jest poważna. To może
być kompromitacja SLD na wielką skalę. Nie wiem, czy będzie wola, aby ten splot
powiązań ustalić, ale prasa o tym pisze, społeczeństwo jest powiadomione i Miller and
his boys nie będą już mogli schować tego pod kocem. Jestem bardzo ciekawy, jak to się
rozegra. I oby nie nastąpiła eskalacja konfliktu, bo od tego może się wywrócić
rząd.
- Pan to wyprorokował w maju, kiedy mówił mi
pan, że jeśli przyjdzie jakiś potężny impuls do zmian, to ze Śląska, od
robotników. A ja "wymyślałem" panu od socjalistów.
- Impuls zawsze przychodzi stamtąd, gdzie w dużej
zbiorowości dzieją się rzeczy najgorsze. Granice ludzkiej wytrzymałości są
określone. Gdzie już nic innego nie można zrobić, trzeba się buntować. Absolutnie.
- Jak bardzo musieli być zdesperowani w Łaziskach
Górnych, że napisali do władz: "Pozwólcie Ślązakom być Polakami".
- Dostałem ten list. Ten sentymentalny apel to jeszcze
jeden dowód agonii. Agonii Śląska ukształtowanego w tym dziwnym kotle kapitalizmu, w
którym klasa robotnicza spełniła już swoje zadanie. W Europie to fakt nieodwracalny.
Teraz przychodzi kolej na nas. Ale różnica polega na tym, że proletariat śląski był
tuziemczy, był polski albo niemiecki, ale był śląski. I to jest zupełnie inny
proletariat niż na Zachodzie. Bo choć kapitalizm na Śląsku rozwijał się w tym samym
czasie co w Europie, Śląsk zachował swoją odmienność i oryginalność - powiedzmy -
słowiańską. Kiedyś Ślązacy, jak zaczęli być przymuszani nie tylko do wyzysku, ale
i do tego, żeby być Niemcami, marzyli o Polsce. A kiedy Polska się stała, oni poszli
do powstań i sami dokonali wyboru, bo chcieli być między swoimi. Ale ci
"swoi" tak dawno się pożegnali ze Śląskiem, że Śląsk do nich wrócił
jako skomplikowana struktura europejska, która nie miała nic wspólnego z Polską
sielską, z mentalnością postszlachecką i z całym kodem tej Polski, która miała
swoje problemy i szańce na granicach wschodnich.
- Polska i dziś nie rozumie Śląska?
- Proszę pana, ja w gruncie rzeczy większość tzw.
twórczego życia poświęciłem, żeby to wyeksplikować. Objaśnić im ten Śląsk.
Słyszę i nieustannie się z tym spotykam, że bardzo wielu ludzi skłoniłem do
życzliwości, do spojrzenia nieco rozumniejszego na sprawy śląskie. Ale słyszę też
od znajomego, człowieka wykształconego, który żyje na północy Polski, że polskie
stereotypy w odniesieniu do Górnego Śląska są wciąż żywe. Ja go pytam, co sądzi o
tym, co się dzieje na Śląsku. On wie, z kim rozmawia i tak odpowiada: Słuchaj, byłe
komuchy rządzą, a byłe komuchy się buntują. Ja pytam: Czy ty wiesz, co mówisz?. A
on: G... mnie oni obchodzą, jak im się nie podoba, niech spieprzają... Proszę
zauważyć, jak to współbrzmi z tym, co swego czasu powiedział pewien wiceminister
spraw zagranicznych - że Śląsk to taka kula u nogi i najlepiej by było się go
pozbyć.
- To chyba jakieś dziedzictwo po komunie, ta
opinia pańskiego znajomego.
- Ten tak zwany socjalizm utwierdził ten stereotyp i
Ślask splugawił. Dał jego obraz całkowicie fałszywy. Dzisiaj mentalność jest taka w
zapisie postsocjalistycznym, że Śląsk miał swój okres przywilejów, a teraz się
jeszcze buntuje przeciwko rzeczywistości. Nie myśli się o tym, co Śląsk Polsce dawał
swoimi bogactwami i pracowitością. Śląsk przed wojną i po wojnie, zwłaszcza po
wojnie, Polsce służył. O tym ludzie już zapomnieli. Czy można sobie wyobrazić
powojenną odbudowę Polski bez Śląska? |
|
U nas - stykam się z tym
nieustannie, również w Senacie - myśli się o regionach poprzez przywileje, które im
się należą ze strony państwa. Słyszę, że Śląsk miał swój czas, najadł się
już i teraz szlus. To jest jak betonowa ściana, na którą się pan natyka. Każdy by
chciał w pegeerze - mówią mi - dostać 50 tysięcy. I takie tam głupoty... Ale to jest
właśnie efekt tego, że Śląsk zawsze pokazywano w ramach propagandy sukcesu, jako kraj
miodem i mlekiem płynący. I te klisze zostały. Jak można było wtedy ludziom
przekazać prawdę o Śląsku? Górnik rzeczywiście stosunkowo dobrze zarabiał, ale był
też nieludzko wykorzystywany i bodaj jeden górnik na dole na siedmiu nierobów
pracował. O tym nie wolno było mówić. I ten zafałszowany obraz regionu zaludnionego
przez "awangardę klasy robotniczej" został.
- Pan to wszystko wygarnął ministrowi Hausnerowi?
- No, oczywiście. Bo sytuacja jest bardzo poważna,
drastyczna jak nigdy. To już nie jest w tej chwili walka o byt ani o bieżącą
politykę. Moim zdaniem rozmiar tego konfliktu zahacza o bardzo poważne sprawy
państwowe. Bo jeśli górnicy dojdą do wniosku, że zostali wciągnięci w ten konflikt,
że się dali zmanipulować, to przybierze to wymiar złości zbiorowej i zorganizowanej,
czyli strajku generalnego, a wtedy żarty się skończą.
- Nie gniewał się pan na górników za te wybite
szyby w Warszawie.
- Nie. A co ja mogłem powiedzieć? To się nazywa
"gniew ludu", nie? Mnie nie wybrała do Senatu żadna partia, tylko wybrali mnie
Ślązacy. Więc mnie stać, żeby nazywać rzeczy po imieniu. A poza tym, wie pan, na
Śląsku działa pewna organizacja. Ona się mieni związkiem zawodowym, ale w gruncie
rzeczy jest organizacją stworzoną przez "grupę interesów", która tym
wszystkim pod spodem kręci. To rodzaj gangu do wynajęcia. Zbrojne ramię tych
biznesmenów. I oni też pojechali wtedy do Warszawy i zrobili tę zadymę.
- Co to teraz będzie? Jak w "Perle w
koronie", kiedy Hubert Siersza zapowiada: "Łod dzisio bydzie wet za wet"?
- W tej chwili idzie o to, żeby górnicy i ludzie
odpowiedzialni za gospodarkę w Polsce porozumieli się. Ponad "grupą
interesów". To zobowiązuje sfery rządowe do pilnego zdobycia rzetelnej wiedzy o
sprawie - profesor Szczepański może im to wszystko wytłumaczyć. Obie strony muszą
zejść z wojennej ścieżki i powiedzieć sobie prawdę. I próbować ten konflikt
społeczny rozładować. Ale najważniejsze, żeby przeciąć ten niekontrolowany splot
interesów, które obsiadły górnictwo. Tylko rzecz jest w tym, że te interesy skupiają
się w organizacji, która nazywa się es-el-de. Piękna nazwa, ale ani to lewica, ani
demokracja. To pod tą firmą, jakżesz szlachetną, wyrosły trujące grzyby. I tę zupę
Sojusz musi zjeść. Ja nie wiem, ile ludzi się otruje przy tym, ale to nie może im
ujść płazem.
- Zobaczymy. W filmie to było tak, że jeden ze
strajkujących woła: "Jak nos rząd nie popiyro, to znaczy, że jest gupszy łod nos
abo mo nos kaś".
- To by była katastrofa. To już jest właściwie
katastrofa i ogromna kompromitacja czternastoletnich rządów, które Śląsk zostawiły
na boku. To mi tak trochę przypomina politykę państwa polskiego, które w
średniowieczu też zostawiło Śląsk z boku. Tylko wtedy to się dla państwa polskiego
dobrze skończyło, bo po wiekach Ślązacy wrócili do Polski z wielkim prezentem
dziejowym. Dzisiaj będzie akurat odwrotnie - Śląsk jest przejedzony, wyssany. Śląsk
zostaje w Polsce z wielką nędzą. Oszukany, że go znów zostawiono z boku. Sierota
zbiorowy, któremu mówią, żeby sobie sam coś wymyślił. On nic sobie sam nie
wymyśli, bo nie ma jakiejkolwiek możliwości, żeby wymyślić inną wersję na Śląsk
poza wersją polską.
... Pan tu cytuje "Perłę" dla opisania
dzisiejszych wydarzeń. Wie pan, mnie jest bardzo przykro, że ten mój film wraca we
współczesnej wersji. To tylko dowodzi, że moje wybory ludzkie i obywatelskie były
zawsze związane ze swoimi i nigdy od tego nie odstąpiłem.
- Wie pan, co jeszcze z tego filmu wróciło?
Kobiety. Te kobiety, które w "Perle" wychodziły naprzeciw policji, dziś
wyszły na krakowską ulicę, demonstrować przed domem ministra Hausnera.
- Ja nawet myślę, że z tymi kobietami to oni czerpali
natchnienie z mojego filmu. To by tylko dobrze o mnie świadczyło, jak o organizatorze
nowoczesnych strajków, nie? (śmiech). Ale pragnę też panu zwrócić uwagę, że te
kobiety nie protestowały pod willami kilkudziesięciu bonzów górniczych, ale pod
starą, zadrapaną kamienicą w Krakowie. Co by dowodziło, że pan minister jest
człowiekiem idei, a nie polityki i bogactwa. Mam nadzieję, że to dobrze rokuje
Śląskowi. |